09 Styczeń 2026
22-07-2025 przez Iza Janaczek
My, homo sapiens, dumni jesteśmy z własnej otwartości, umiejętności dostosowywania się do czasów i okoliczności. Czy wszyscy i czy na pewno to szczere deklaracje? Trudno powiedzieć, wszak są wśród nas realiści z mocno rozwiniętym spojrzeniem krytycznym także na siebie, więc bilans zdecydowanie będzie zależał od tego, której opcji jest więcej i która ma większą odwagę do szczerości na własny temat.
Czy gdybym teraz zapytała, czy rządzą Wami, drodzy Czytelnicy, przyzwyczajenia i raczej - wygodnictwo, większość odpowiedziałaby: no ależ skąd! Jestem otwarty/a, dopasowuję się i lubię zmiany. Aleee… Gdybym zapytała, czy wyjeżdżając na urlop, wybierzecie ośrodek serwujący europejskie drinki i kotlet z ziemniakami, czy taki, który oferuje tylko potrawy kuchni lokalnej i gdzie nie podaje się alkoholu ze względu na przekonania i wiarę, większość opowiedziałaby się za opcją nr 1.
Dwa pytania i dwie różne odpowiedzi. Super… Mamy swoje zdanie! Radość i duma trwa jednak dopóty, dopóki się człowiek nie zorientuje, że ja przecież pytałam o to samo.

Nie? Nieprawda? No to spójrzmy.
Udowodniono, że wolimy słuchać muzyki, którą już znamy, niż tej, której nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Nawet jeśli nowa ma lepsze brzmienie, ciekawsze przejścia i więcej emocji — mózg wybiera to znajome, uważając, że lepiej bawić się przy sprawdzonych, znanych kawałkach. Dlaczego? Trudno powiedzieć… bo to przewidywalne? Bezpieczne? Bo wiadomo, kiedy będzie refren i człowiek może zanucić czasami?
Podobnie jest z jedzeniem (schaboszczak vs. kuskus z warzywami i jagnięciną? 1:0 dla kotleta).
I z rozmowami (w zależności od temperamentu rozmawiamy z reguły o tym, na czym wszyscy się znają, czyli by wymienić główne tematy: sport, polityka, moda, życie i wybory własnych dzieci).
I z ludźmi, z którymi przebywamy, choć nie zawsze mamy na to ochotę (świat toczy chorobę poprawności – często myloną z dobrym wychowaniem, a raczej jego brakiem. Tymczasem stawianie granic to nie jest brak kultury, to niezgadzanie się na usankcjonowaną społecznie poprawność).
I z przekonaniami, które nosimy od lat, mimo że świat się zmienił i one już zupełnie nie są z nim kompatybilne (i wcale nie trzeba mówić „za moich czasów”…).

Skąd to przywiązanie do tego, co znamy?
Trochę z wygody. Trochę z lęku. Trochę z braku czasu na głębszą refleksję, że można inaczej i to dopiero jest frajda. Trochę z - przyzwyczajnia....
- W niedzielę zawsze rosół i na drugie schabowy z ziemniakami.
- Ale to w co drugą, bo dwie niedziele w miesiącu jadacie u teściowej.
- Wigilia najpierw u Twoich rodziców albo u moich, albo naprzemiennie – rok na rok.
- Wakacje zawsze w Egipcie, ewentualnie w Turcji. All inclusive. 10 dni, a potem tydzień nad Bałtykiem. Niby drogo, ale co tam. To już tradycja.
- Długi weekend wiadomo – w Zakopanem, jak wszyscy.

I ok, jakiś czas można tak pociągnąć, ale z czasem te nasze przyzwyczajenia przestaną być bezpieczną bańką komfortu.
Nie jest żadną niespodzianką fakt, że każde niewietrzone pomieszczenie z czasem staje się miejscem, w którym trudno oddychać. A brak zmian i funkcjonowanie wciąż według tych samych od lat opcji z czasem sprawia, że zaczynamy się w takim systemie dusić. Bo w sumie, czy życie, w którym wiadomo, gdzie (u kogo) się będzie spędzało wszystkie Wigilie do końca świata, można nazwać ekscytującym i ciekawym, czy co najwyżej mocno ustabilizowanym i hmmm… precyzyjnie zaplanowanym (na wieki wieków)?
Takiego pytania dziś jeszcze nie zadałam, a to serio mocno ciekawe i ważne, zwłaszcza gdy się w takim właśnie precyzyjnym systemie funkcjonuje…
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)
ps. dzisiejsza foto galeria, przedstawia moje największe przyzwyczajenie - góry... :)

Napisz komentarz