30 Styczeń 2026
30-01-2026 przez Iza Janaczek
Co to właściwie jest życiowy balans? Gdzie go szukać? I dlaczego ten temat jest dziś tak pilny, że rozbrzmiewa na każdym rogu internetu?
Słyszymy, że równowaga to spokój, uśmiech, łagodność i zestaw rytuałów, które mają nas „ustawić w dobrym życiu”. Dużo rzadziej słyszymy, jak u licha ten spokój, uśmiech i łagodność realnie wyćwiczyć – tak, żeby chciały zostać z nami na dłużej, a nie pojawiały się od święta jak miła ale jednak - anomalia.
Ktoś powie: no właśnie po to są rytuały. O.K. dobrze. Ale jak do nich dojść, kiedy w środku brak spokoju, a łagodność utknęła gdzieś na liście rzeczy „do ogarnięcia później”?
Szach–mat, prawda?

Osobiście jest mi po ludzku przykro z powodu proporcji, w jakich serwuje się dziś ludziom w realnej potrzebie rady o równowadze. Tych rzemieślniczych, celebryckich, influencerskich jest zdecydowanie więcej niż profesjonalnych i merytorycznych.
Z reguły też te „rzemieślnicze i samozwańcze” nie są poparte wiedzą czy doświadczeniem, ale za to podawane „prosto z serca” – często w relacjach z Bali lub innych miejsc, gdzie najłatwiej odnajduje się równowagę.
I patrząc na całokształt, w to serce potrafię nawet uwierzyć. Bo jeśli jakiś organ faktycznie brał udział w tworzeniu wielu tych złotych myśli – to było to serce. Co do innego, równie kluczowego, pewności już nie mam.

Coraz częściej mam wrażenie, że chętniej słuchamy internetowej osobowości niż osoby mniej znanej, ale faktycznie kompetentnej. Jakby lajki i zasięgi stały się nową walutą zaufania.
I to jest zdumiewające, bo bez wahania potrafimy powierzyć to, co w nas najcenniejsze, przypadkowemu guru z internetu, zamiast komuś, kto naprawdę zna temat, widział go od środka i potrafiąc nazwać rzeczy po imieniu oferuje rzetelne wsparcie i pomoc.
Prawdziwa równowaga rzadko wygląda jak zdjęcie z Instagrama.
Częściej wygląda jak: – odwołane spotkanie, bo brak na nie przestrzeni, – obiad typu jajko sadzone i ziemniaki, bo brak czasu i energii na bycie kulinarnym bohaterem, – wcześniejsze pójście spać, bo brak sił na kolejną noc zarwaną na pracy.

I myślę sobie jeszcze, że równowaga to suma maleńkich ustępstw wobec dawnych przyzwyczajeń. To metoda małych kroczków. To seria drobnych decyzji, które nie robią fajerwerków, ale powoli wyciągają człowieka z trybu przetrwania.
Oczywiście o wiele łatwiej jest kupić gotowy rytuał niż zmienić sposób, w jaki traktujemy siebie na co dzień. Łatwiej zapisać się na warsztat „jak odzyskać spokój w weekend” niż przyznać, że nasze tygodnie są źle poukładane. Łatwiej powiesić cytat na lodówce niż powiedzieć „nie” kolejnemu obowiązkowi.
To wszystko ładnie wygląda i dobrze brzmi, ale rzadko kiedy działa tak, jak obiecuje. Dlaczego?
Bo równowaga nie bierze się z inspirujących rolek. Bierze się ze stawiania granic.I z decyzji, które czasem nie są zgodne z dotychczasowymi przyzwyczajeniami. Takimi jak nieustanne scrollowanie internetu zamiast życia w realu.

Myślę sobie, że równowaga nie powstaje przez poświęcanie czasu na kolejne motywujące cytaty, tylko przez spożytkowanie go na realną poprawę własnego stanu.
Zatem zanim zainwestujemy czas – i nie tylko – w kadzidełka, świeczki, afirmacje i cytaty, może warto spróbować inaczej niż do tej pory? No bo, skoro scrollowanie internetu nie dało do tej pory żadnego pozytywnego efektu, to może najwyższy czas zacząć żyć w realu?
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

wszystkie zdjęcia: pexels
Napisz komentarz