09 Styczeń 2026
09-09-2025 przez Iza Janaczek
Słowa. Lubię je. Można nimi wyrazić wiele, nie używając ich wielu, i można nimi nie wyrazić nic, bardzo wiele ich wypowiadając.
Można ich użyć, by komuś urosnąć skrzydła, lub by zgasić mu światło. I można ich użyć w tych samych celach w stosunku do samego siebie.
Jest parę słów kluczy – mających przeróżne zabarwienie i potencjał. Zwłaszcza wypowiadanych w strategicznych momentach.
By wymienić tylko kilka:
„Chcieć to móc” – to słowa, które są w stanie odebrać siły.
„Wierzę w ciebie” – z kolei mogą ich dodać aż pod sam korek.
„Nie przesadzaj, inni mają gorzej” – tu nawet nie ma co tłumaczyć...
„Jestem obok” – brzmi lepiej, prawda?
W tej palecie słów „mających znaczenie więc warto przy nich z rozwagą” - są też dwa słówka, których nikt nie łączy ze zmęczeniem fizycznym i mentalnym…
Co to za słowa?
Bardzo proszę, oto one.
„NIE, DZIĘKUJĘ”.

Te dwa krótkie słówka - lakoniczne zdanie to coś, co dla wielu bywa największa trudnością podczas zwykłej codziennej komunikacji ze światem. Bo i owszem, brzmią niewinnie, grzecznie, kulturalnie. A jednak w praktyce potrafią kryć ciężar wyrzutów sumienia, strachu przed oceną czy poczucie winy, że używając słów odmowy, można kogoś urazić lub zawieść… Bardziej niż samych siebie.
O co chodzi? Już tłumaczę…
Ile razy łapiesz się na tym, że zamiast powiedzieć „nie, dziękuję”, odpowiadasz:
- „no dobrze…”,
- „może być…”,
- „w sumie czemu nie”,
...choć w środku wcale nie chcesz?
No właśnie…
Zgadzamy się na spotkania, które wyczerpują. Na dodatkowe obowiązki, które nie są nasze. Na „jeszcze jeden kawałek ciasta”, choć wiemy, że to ostatnie, czego potrzebujemy. Na dłuższy czas w pracy, choć dziś miało być kino z córką, pierwsze od wielu miesięcy...

„Nie, dziękuję” to wbrew pozorom nie jest odmowa. To zdanie mające w sobie bardzo potrzebną granicę. Granicę, której tak często sobie odmawiamy. Bo tak trzeba. Bo inaczej nie wypada. Bo ciocia się obrazi. Bo szef pominie przy kolejnym projekcie...
Dlaczego tak trudno je wypowiedzieć? To proste… Bo zwyczajnie strach człowieka ogarnia, że ktoś odbierze to jako:
odrzucenie szansy (praca),
możliwości (też praca),
zainteresowania i docenienia (znowu praca, trzeci raz pod rząd - to już serio niepokojące)
albo wysiłku, jaki włożył w przygotowanie czegoś dla nas (ciocia z ciastem).
I że przez to nasz rozmówca uzna nas za niewdzięcznych, chłodnych, a może wręcz aroganckich.
Pal sześć ciocię i jej ciasto, ale szef!…

Czy to dlatego, że świat uwielbia ludzi uśmiechniętych, dostępnych 24h i zawsze gotowych do „tak”. Owszem, tak uważam.
Wychowani w kulcie grzeczności, zapomnieliśmy, że grzeczność wobec siebie też istnieje. I jest ważna.
Tymczasem „nie, dziękuję” - jest zdaniem, które ratuje. Chroni energię, czas, zdrowie, szacunek do siebie.
Pozwala oddzielić, gdzie kończy się to, co chcemy, a zaczyna to, czego często naszym kosztem chcieliby od nas inni.
"Nie, dziękuję" to trochę wyjście ewakuacyjne. Dlatego powinno być dostępne i - co bardzo ważne - każdy powinien wiedzieć, gdzie jest i jak go użyć, by użyć z sukcesem, a nie tak, jak zwykle.
Czasem mam wrażenie, że sztuka mówienia „nie, dziękuję” to jeden z największych aktów codziennej odwagi i ważniejszych luksusów współczesności. Kto ją opanuje, ten odzyskuje kawałek siebie. W efekcie czego nie musi spędzać życia na cudzych planach, tylko ma przestrzeń na swoje.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

wszystkie zdjęcia: pexels
Napisz komentarz