09 Styczeń 2026
02-12-2025 przez Iza Janaczek
Grudzień. Patrzysz na kalendarz, a on patrzy na ciebie jak sędzia z kamienną twarzą, jakby pytał (w sumie retorycznie): „Czy masz już plan na święta?” I nagle robi się gorąco. Bo przecież trzeba mieć — najładniejszą choinkę, najlepszy prezent, idealną kolację, wysprzątany dom i oczywiście… perfekcyjną siebie.
Tak, ja wiem, że dopiero minął listopad i jeszcze nie było mikołajek, aleeee skoro Halloween zostało oprotestowane, a zaduszkowa moda odbębniona, fakty są nieubłagane - czas na Last Christmas i Mikołaje w sklepach.

Włączamy więc tryb: ogarnianie przedświąteczne. Czyli: muszę to i muszę tamto.
Tylko że w tym całym „przedświątecznym musiźmie” często gubi się nam coś ważniejszego. Coś, co trudno kupić w sklepie albo znaleźć na liście zadań.
Co? To proste: bycie. Tak po prostu — z okazji świąt i bez okazji szczęśliwym, spokojnym, zadowolonym i zadbanym emocjonalnie. Fakt, to wymaga odwagi, której w grudniu, w tym przedświątecznym pędzie, nagle wydaje się brakować, jak również czasu na choćby refleksję.

Nie bierzesz udziału w tym wariactwie, no bo szanujmy się, obiecałaś sobie w zeszłym roku, że nigdy więcej? OK…
...a czy przypadkiem nie biegniesz przez sklepy, skanując wzrokiem półki pod kątem tego, co trzeba do makowca, pierniczków i by zamknąć usta (dosłownie i w przenośni) wiecznie czepiającej się teściowej? Czy nie przewijasz Instagrama lub nie zapisujesz na później pinów w Pintereście? Nie podpatrujesz sąsiadów i na żywo i w sieci i nie dopisujesz do swojej listy zadań rzeczy do zrobienia „przed świętami”?
Trafiłam? Znów się dałaś wciągnąć?
Nie martw się, jest jeszcze nadzieja na odwrót z klasą.

Wystarczy przykręcić pokrętło na potencjometrze potrzeb. Ten, na którym napisano: „muszę, bo co ludzie powiedzą…” i kręcić nim w przeciwną stronę tak długo, aż pojawi się napis: „równowaga”.
Bo w tych przygotowaniach wcale nie chodzi o to, by przestać robić zakupy czy dekorować dom. Absolutnie nie. Chodzi właśnie o równowagę.
Bo mieć najładniejszą choinkę jest fajnie, ale jeśli to ważniejsze niż wieczór na kanapie i wdychanie zapachu igliwia – to przegrałaś te święta, a już nieodwołalnie i z kretesem, jeśli perfekcyjne ozdóbki w najmodniejszym w tym sezonie kolorze okażą się ważniejsze niż herbata z bliskimi czy śmiech dziecka na dobranoc…

Więc zanim wpadniemy w świąteczną pułapkę perfekcjonizmu, może warto wyhamować z oczekiwaniami i wybrać, nomen omen - święty spokój?
Postawić na to, by czuć w te święta spokój, zaplanować je tak, by nie robić z domu sali przyjęć, jeśli tego nie lubisz, ani z siebie kolędnika bez wyboru – odwiedzającego w ten czas całą rodzinę, bo mama prosiła, skoro już nie bywasz częściej. Wypożycz kilka książek, kup trochę herbaty, upiecz lub kup też ciacho. Te kupne też dają radę, może nie są tak dobre, jak domowe, ale ratują czas i nastrój…
Grudzień nie musi być czasem, w którym gubimy właściwy, trzeźwy osąd sytuacji.
Zatrzymajmy się więc. Wyłączmy oczekiwania zapisane na liście, nie wpisujmy tam nowych. W ogóle odłóżmy tę nieszczęsną checklistę. Weźmy głęboki oddech i pozwólmy sobie być. To najlepszy sposób, by w ogóle poczuć, że nadchodzące święta mają sens.
A wtedy i Kevin, widziany setny raz, nie sprawi, że odbiją się one czkawką.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

wszystkie zdjęcia: pexels. Dziś nieprzypadkowo dominuje w nich zieleń. Ponoć uspokaja, a w czasie przedświątecznej gorączki tylko spokój nas może uratować ;)
Napisz komentarz