09 Styczeń 2026
29-11-2025 przez Iza Janaczek
Są takie etapy (i oby tylko etapy) w życiu, kiedy człowiek niby jest, ale bardziej jednak bywa. Przelatuje z tygodnia na tydzień jak kurier, który nawet nie wysiada za bardzo z samochodu, tylko niemal w biegu podbija dostarczenie kolejnej przesyłki: poniedziałek – odhaczone, środa – odhaczone, piątek – dotrwaliśmy... ufff.
I tak mija tydzień za tygodniem i miesiąc za miesiącem, a my… nawet nie zauważamy, że przez większość dni odbiliśmy tylko pieczątką obecności, zamiast naprawdę w nich choć przez chwilę zamieszkać.

Być – to znaczy zatrzymać się, zdjąć buty, usiąść w dawno nieużywanym fotelu i przykryć nogi ciepłym kocykiem. i jeszcze - wyjąć z rąk telefon i objąć palcami kubek z parującym dobrem o zapachu zimowej herbaty. Taak. Bez dwóch zdań. Żeby być, trzeba się zatrzymać. A zatrzymywanie – jak wiadomo, (a to wiedza sprawdzona, bo potwierdzona doświadczeniem) – to sport ekstremalny. Zatrzymanie się wymaga zahaczeniem myślą, o to, że tak w ogóle można. Potem trzeba odwagi, by myśl tę ubrać w plan. Cierpliwości, by przeżyć atak strachu i zwątpienia, że przecież tak nie można. A na koniec - pewnego rodzaju nieśpieszności, która w niektórych kręgach uchodzi wręcz za fanaberię. No bo kto to widział: usiąść na chwilę, nic nie robić, liczyć chmury, oddychać spokojnie, a nie - jak po biegu i uśmiechać się do siebie tam, w środku?
No jak to tak? Przecież wszyscy zobaczą, a świat takich ludzi nie lubi, nie toleruje i nie uważa za kumpli. Takich ludzi od razu podejrzewa się przecież o lenistwo albo, o zgrozo - o brak ambicji. Nie, no z takimi ludźmi tym nadambitnym, nadproduktywnym i nadzwyczajnym, w skrócie – bywającym, po prostu zadawać się nie wypada. Najpierw więc usuwają ich z grona znajomych na Instagramie, a potem i ze swojego życia.
No bo jak to tak...- być, zamiast bywać? Widział to kto?

I choć warto „być”, często wybieramy bywanie. Bo niby prościej, choć gdy się człowiek zagłębi w świat bywania, widać że prościej jest tylko chwilowo, potem jest tylko trudniej...
Bywać oznacza: wpaść, ogarnąć, załatwić, odpowiedzieć, pokiwać głową, przytaknąć, być w ciągłym ruchu, olśniewać i błyszczeć. I ok, tak bywa z bywaniem, w rzeczy samej. Jest jednak i druga strona choinki… Bywać to także żyć na pół gwizdka, na autopilocie, na resztkach energii, z kubkiem zimnej kawy i nadzieją, że wciąż jest czas na prawdziwe „bycie”. Że później będzie w sam raz.

Tylko że to później rzadko kiedy nadchodzi. Dlaczego dziś tak pesymistycznie ? Dlaczego tak surowo?
Dlatego, że nie jesteśmy niezniszczalni. Życie nie czeka, aż znajdziemy idealną chwilę na jego przeżywanie. Nie robi stop-klatki, tylko dlatego, że jesteśmy zajęci. Przepływa. Biegnie. Pędzi. A my przepływamy, biegniemy i pędzimy wraz z nim, nie zawsze świadomi, że tracimy rzeczy najprostsze: zachód słońca, który nie powtórzy się identycznie; rozmowę, której nie da się odtworzyć; gest, którego już nikt drugi raz nie wykona, święta, gdy jesteśmy jeszcze w komplecie.

A być? Być to odwrotność bywania – najpierw jest ciężko, a potem – chwilo trwaj!
Być to luksus codzienności. To sztuka tak subtelna i cicha, że aż (prawie że) zapomniana.
Być to usiąść z kubkiem herbaty i nie sprawdzać przy tym telefonu. To zauważyć, że powietrze pachnie inaczej niż wczoraj. To wspólne śpiewanie kolęd i „sto lat”, to spacer trzymając się za ręce i „kocham Cię” bez okazji.
Być to patrzeć komuś w oczy dłużej niż trzy sekundy. To usłyszeć, a nie tylko słuchać. To zobaczyć, a nie tylko patrzeć, to czuć, a nie tylko reagować na bodźce.
Zamiast więc wielkich planów na nowy rok zaplanujmy tę jedną jedyną rzecz – już teraz, nie później i bądźmy. Póki naprawdę możemy…
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

wszystkie foto: pexels
Napisz komentarz