12 Lipiec 2026
14-06-2026 przez Iza Janaczek
Chyba każdy zna to uczucie, kiedy człowiek chce zainstalować na swoim własnym komputerze nowy, świetny program albo bardziej spersonalizować środowisko pracy, i nagle na środku ekranu wyskakuje okienko z irytującym komunikatem w stylu: „aby kontynuować, zaloguj się jako administrator”. Albo jeszcze gorzej, krótkie, bezwzględne: „Brak uprawnień. Odmowa dostępu”.

Fakty są nieubłagane - choć to Twój własny (pewnie dawno już spłacony lub od razu kupiony za gotówkę) komputer lub telefon - nie jesteś tu szefem. Jesteś tylko zwykłym użytkownikiem z ograniczonymi prawami do zmian i modyfikacji. Możesz sobie poklikać, uruchomić kilka programów, może nawet zagrać w pasjansa, ale o kluczowych ustawieniach systemu decyduje ktoś inny. Ktoś, kto ma większe uprawnienia.
I o.k.. W świecie technologii to ma sens ponieważ chroni system przed wirusami i mało rozważnym klikaniem. I właśnie dlatego nie mogłam się powstrzymać, by do tworzonej tu przeze mnie komputerowej serii z życia nie dopisać także tego komunikatu.
No bo - co zrobić, kiedy dokładnie takie samo okienko braku dostępu i uprawnień wyskakuje nam... w głowie?
Bo wyskakuje. Nie raz i nie przypadkiem, choć być może mało kiedy, jeśli w ogóle - łączone jest to z nomenklaturą technologiczną.
Tymczasem, gdyby się sprawie przyjrzeć obiektywnie, całe nasze życie to mierzenie się z wyzwaniem pod szumną nazwą: "Brak dostępu. Brak uprawnień". I nie, nie chodzi o to, że szef musi nam przyklepać zgodę na urlop, a lekarz zatwierdzić powrót do ćwiczeń na siłowni.
Chodzi o fakt, że mentalnie wielu z nas wciąż ma status gościa we własnym życiu…

Owszem, żyjemy w przekonaniu, że decydujemy o sobie, co w pewnym sensie jest faktem - przecież to my wybieramy, co zjemy na śniadanie, w co się ubierzemy i na co wydamy ciężko zarobione pieniądze.
A jednak bardzo często, gdy przychodzi do podjęcia decyzji naprawdę ważnych – takich, które zmieniają nasz wewnętrzny krajobraz – wirtualna myszka w naszej głowie zamiera. Ba, nawet trudno namierzyć, gdzie ukrył się kursor.
- Chcesz zmienić pracę, nawet na taką, która jest poniżej Twoich kompetencji, byleby nie niszczyła tak, jak ta obecna? Brak uprawnień. – Dobrze zarabiasz, na nic Wam nie brakuje, co powie rodzina na taką fanaberię?
- Chcesz wyjechać na weekend zupełnie sama, żeby odpocząć? Odmowa dostępu. A co, jeśli partner uzna to za egoizm?
- Chcesz wreszcie przestać się tłumaczyć z tego, jak żyjesz, a także z tego, że nie przyjdziesz na Wigilię, ponieważ nie masz ochoty na świąteczny roast przy świątecznym stole? Wprowadź hasło administratora. Administratora, czyli w tym wypadku - toksycznego rodzica.

I teraz najważniejsze - wiem, bo sprawdziłam, więc to pewnik. :)
Brak uprawnień administratora we własnym systemie operacyjnym to żadna odgórna blokada. To świadome i dobrowolne zrzeczenie się praw do decydowania o własnym życiu.
Początkowo schemat wyłączenia funkcji administratora wygląda zupełnie niewinnie, jak szacunek do zdania innych. I ok, ono jest ważne i warto je poznać, ważniejsze jednak jest to, by czekanie na zgodę partnera, aprobatę rodziców czy znajomych nie zamieniło otwartości w więzienie.
Dobra wiadomość jest taka, że w życiu – w przeciwieństwie do firmowego komputera, za który odpowiada dział wsparcia technicznego – to my sami jesteśmy właścicielami i dożywotnimi administratorami.
Dlatego, jeśli zauważysz, że ktoś próbuje zhakować Twój własny system administracyjny, a Ty coraz częściej żyjesz według cudzych oczekiwań zamiast własnych planów, rozpocznij procedurę odzyskiwania konta.
Pamiętaj, to wciąż Twoje życie i po twardym resecie, znoszącym poprzednie ustawienia, zawsze możesz kliknąć komendę „uruchom jako administrator”. Pytanie, czy się odważysz?
Dzień dobry, dobrzy Ludzie, znacie się na komputerach? :)

PS. Może i na komputerach nie znam się jak najlepszy mistrz technologii, ale wiem jedno, że uprawnienia administratora własnego systemu operacyjnego najlepiej przywracać w warunkach z ograniczoną ilocią bodźców, wybierając kolor otoczenia, który sprzyja wyciszeniu. Osobiście polecam zielony - u mnie działa zawsze. Dlatego też - w dzisiejszej galerii króluje zieleń. Tą konkretną zachwycałam się przemieszkując chwil parę na Jawie. ;)
Napisz komentarz