Autouzupełnianie2.jpg

Autouzupełnianie. Stosowane w życiu niczego nie przyspiesza

  30-09-2026 przez Iza Janaczek

Piszemy wiadomość, wpisujemy dwie, trzy litery — a telefon już wie, dokąd zmierzamy i dopowiada resztę słowa. Czasem nawet od razu podpowiada cały pasujący zwrot. Wystarczy kliknąć w sugestię i gotowe. Szybciej, wygodniej, bez wysiłku układania czegokolwiek od zera.
Znacie to? No pewnie! To wszak powszechnie używany, szybki sposób komunikacji, umożliwiający kontakt bez jakiejś specjalnej finezji. 

image.png

Tyle że telefon nie podpowiada tego, co najprawdziwsze, lecz to, co najczęstsze.
To, co człowiek pisał już tysiąc razy w tym samym miejscu zdania. Trudno się więc dziwić, że telefon podpowiada to, co statystycznie jest najbardziej prawdopodobne przy tej kombinacji liter.

Autouzupełnianie, bo o nim tu mowa, to fantastyczne rozwiązanie, gdy chce się szybko wysłać wiadomość. Trochę dziwnie robi się, gdy system gotowych haseł przenosimy na życie.

Jak to działa? Proszę bardzo, oto chyba najczęstszy przykład. Kiedy ktoś pyta: „jak się masz?". Zanim w ogóle zdążymy sprawdzić, co właściwie czujemy, usta już formułują gotową, szybką, odpowiedź: - W porządku. – A dzięki, dobrze. I ok, to zrozumiałe, że w zdawkowym, przypadkowym small talku nie opowiadamy życia człowiekowi znanemu tylko z widzenia, stojąc z nim w kolejce do kasy. To normalne i w dobrym tonie.

Problem pojawia się, gdy taka zapamiętana odpowiedź pojawia się kiedy pyta ktoś, kto naprawdę chce znać prawdę, ponieważ obchodzi go to, co czuje jego rozmówca.

image.png

Dlaczego używamy autouzupełniania w prawdziwym życiu? Nie ma jednej właściwej odpowiedzi.

Każdy ma swój powód, by przenieść ten szybki trick do codzienności poza telefonem. Często dlatego, że tak jest prościej. I pewnie też nierzadko mniej boli. A! I w ten sposób nie marnuje się czasu na tłumaczenie spraw ważnych ludziom, którzy nie przywiązują do tego wagi. Poza tym, kto dziś ma czas na rozmowy? Ba! Na słuchanie, bez dorzucania swoich trzech groszy?

Gdzieś przeczytałam niedawno, że ludzi nie obchodzi, co ktoś ma do powiedzenia i nie słuchają tego, co ktoś mówi, a jedynie czekają, aż rozmówca skończy kwestię i pozwoli mówić im.
No a skoro tak, to po co się wysilać na szczerość, skoro autouzupełnianie da radę i przynajmniej się człowiek nie odsłoni? No właśnie.

image.png

I choć to bardzo wygodny sposób na niewygodne sytuacje, myślę sobie, niee, nie tylko myślę sobie, ja to wiem z własnego doświadczenia, że w ten szybki sposób można przegapić człowieka, który nie pyta zdawkowo i czeka, by wygłosić swoją kwestię. Przeciwnie. Pyta, bo naprawdę chce wiedzieć. Bo zauważył, że coś jest inaczej i pamięta, że tydzień temu miałeś coś ważnego do załatwienia i chce wiedzieć, jak się skończyło.

Świat dzisiaj nie zachęca do dawania szans, toteż rzadko odrzucamy autouzupełnianie, by stworzyć własną - spersonalizowaną odpowiedź. To smutne ale - praktyczne, prawda?

Owszem, autouzupełnianie w telefonie oszczędza czas. I świetnie nadaje się do wysyłania krótkich komunikatów, ale życie, to codzienne i pełne dynamiki, wymaga czegoś więcej. Łatwo jest funkcjonować na wgranych sobie bezpiecznych ustawieniach. Łatwo, bo nic nie trzeba wymyślać od nowa, a jednocześnie – szalenie trudno. Dokładnie z tego samego powodu.

image.png

Okopani gotowymi odpowiedziami skazujemy się (lub godzimy) na brak bliskości.

Czerpiemy wzorce z tego, co wokół, zapominając, że i inni tak robią. W efekcie takich warsztatów ze skrótów dostajemy to, co często dajemy - skrócone relacje, mniejszą uwagę, skurczone emocje, małą wiarę w siebie i innych i niewielkie poczucie bezpieczeństwa.

Dziś, czy chcemy czy nie, często prowadzimy życie w wersji short, albo w wersji: „shorta”. Od weekendu do weekendu. Od jednej gotowej odpowiedzi do drugiej. Od „wszystko w porządku” do „jakoś leci”. Szybko, sprawnie, bez odkrywania się. Tylko w tej sytuacji można nie zauważyć, że ktoś naprawdę pytał i ktoś czekał, dlatego, że naprawdę chciał usłyszeć naszą własną wersję, a nie tę, którą najczęściej wybieramy z podpowiedzi.

Czy całe to short-life jest dlatego, że używamy autouzupełniania? Nie, w żadnym wypadku. To dlatego, że go nadużywamy poza telefonem, choć tę opcję można zwyczajnie wyłączyć.

Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

image.png

Dzisiejsza galeria przedstawia miejsce, w którym ostatnią rzeczą, o jakiej się myśli to - klikanie w telefonie. Z resztą, niewiele by ono dało, bo w tym konkretnym miejscu, na kajaku i wodach oblewających Palawan, o internet łatwo nie jest :) 


 


 


 

Napisz komentarz
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Napisz odpowiedź
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane

„O rozwiązaniach i sprzęcie” - Jak wybrać to, co działaBlog Med4Me

Przejdź do bloga
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na