nie-mozna-cofnac-okok.jpg

"Nie można cofnąć tej operacji". I całe szczęście!

  03-10-2026 przez Iza Janaczek

"Nie można cofnąć operacji" to kolejne hasło znane każdemu użytkownikowi telefonu i komputera. Jest techniczne i dotyczące konkretnego tematu ogarnianego przez telefon, aleee… Gdy się człowiek przyjrzy i spojrzy bardziej abstrakcyjnie, okazuje się, że pasuje do „życia w realu” nawet bardziej niż trochę.

Myślę sobie, że to temat idelany na tę porę roku... Dlaczego? Cóż... Jesień to czas co do którego nie potrafię się zdecydować, czy go lubię, czy nie do końca. Z jednej strony obrzydzany do cna przez przesłodzone kadry jesieniar trzymających parujący kubek i dzielących się ze światem nostalgicznymi głęboko-pustymi myślami z AI-aja, z drugiej wszystko co poza tym iluzorycznym światem, czyli kruche i hiper nietrwałe piękno dziejące się tu i teraz, w realnym świecie, które oglądać można dzięki Bogu jeszcze bez filtrów i nakładek pasujących do algorytmu windującego treść wyżej niż inne.

Ale dziś nie o tym, dziś o operacjach czyli przekładając na metaforyczny – o decyzjach, a z jesienią temat skojarzył mi się z powodu kontekstu, którym jest dość kategoryczna teza.

image.png

Nie będę bardzo oryginalną gdy napiszę, że jesienią bardzo wyraźnie widać rzeczy, które przez kilka poprzednich miesięcy można było skutecznie pomijać i ignorować.

Ta myśl pojawia się często w pisanej i mówionej przestrzeni publicznej. Nie bez przyczyny, fakt faktem, jesień zamyka pewien czas większej aktywności, bo ciemno, bo zimno i pogoda taka, że nawet patrząc w okno robi się człowiekowi chłodno. Ale też z tym zamknięciem otwiera się inna możliwość – pojawia się więcej czasu w głowie na robienie analiz i planów (analiz – nie podsumowań! To ważne rozróżnienie). I tak powoli dochodzimy do decyzji, których nie da się cofnąć...

W telefonie komunikat jest prosty. Klikasz, robisz coś, co system uznaje za nieodwracalne i dostajesz ostrzeżenie w stylu: „nie można cofnąć tej operacji”. To moment, w którym można się jeszcze wycofać, zamknąć okno i przemyśleć, czy aby na pewno warto kliknąć. Zdarza się jednak też tak, że decyzja została już podjęta, a komunikat pojawia się dopiero po fakcie. I to jest chyba wersja najbardziej zbliżona do rzeczywistości w rzeczywistości.

image.png

W życiu rzadko dostajemy elegancki ekran z pytaniem, czy aby na pewno jesteśmy pewni decyzji, jaką mamy podjąć... Ale czy na pewno?
A co, jeśli dostajemy, ale nie potrafimy go zauważyć? Musicie przyznać, że taki scenariusz również jest bardzo prawdopodobny. Przyzwyczajeni, że w komputerze, czy telefonie taki komunikat wyskakuje od razu i nie trzeba się doszukiwać niuansów, nie widząc takiego odnośnika w życiu, przyjmujemy, że go nie ma. Tymczasem on jest, tylko ma bardziej zawoalowaną, nieoczywistą postać. Można ją znaleźć pod nazwą: niezdecydowanie, obawa lub lęk.

Konia z rzędem temu, kto choć raz nie zastanawiał się wiele miesięcy lub nawet lat, czy odejść z pracy, a potem pewnego zwyczajnego wtorku doświadczył czegoś, co przyspieszyło decyzję. Albo temu, kto nie odkładał całymi tygodniami, jeśli nie latami trudną rozmowę, wciąż wynajdując powody, by jej nie przeprowadzić, aż w końcu jeden impuls sprawił, że żaden moment prócz: właśnie teraz, nie byłby lepszy? Podobnie rzecz ma się z decyzją o badaniu, do którego latami nie można się zmusić, bo nieprzyjemne i "a nuż coś tak wyjdzie"? Oraz z decyzją, która może zmienić życie, ale człowiek bojąc się, że zmieni je na jeszcze gorsze (np. w przypadku choroby), nie podejmuje jej, wracając do tematru dopiero wtedy, gdy usłyszy: "teraz albo nie będzie żadnego potem"…

image.png

Tymczasem patrząc już na spokojnie, z perspektywy czasu, nierzadko ten sam człowiek widzi, że tak naprawdę, to niepotrzebnie się spinał, ponieważ nie każda nieodwracalna decyzja jest zła.

Nieodwracalna nie znaczy przecież błędna.

I całe szczęście, bo tylko sobie pomyślcie, ludzie kochani, co by to było, gdyby człowiek znów wrócił do aktywnej choroby jelit przebiegającej głównie w toalecie domowej lub szpitalnej, albo do ciasnej kawalerki w mało bezpiecznej okolicy? No właśnie...

I tu wracam do jesieni, która jest pod tym względem wyjątkowo stanowcza. Najpierw maluje świat w rudo-złote refleksy, po czym, nie pytając czy jesteśmy na to gotowi - zastępuje tę scenerię kolorem mopa. Liście nie pytają, czy jesteśmy gotowi na szok. Nie czekają, aż nacieszymy się złotą polską jesienią, nie robią ankiety, czy wolelibyśmy jeszcze dwa czy cztery tygodnie takiego magicznego anturażu. Zmieniają kolor, wysychają i spadają. Można oczywiście fotografować je w nieskończoność, można pisać o przemijaniu, można dorobić do tego filiżankę kawy, koc i odpowiednio melancholijny filtr, ale one i tak zrobią swoje. Spadną i już. Ponieważ jesień podjęła taką właśnie decyzję. I – jakby nie patrzyć, to bardzo dobrze, że jej nie odkłada w nieskończoność, wszak dzięki temu, szybciej przyjdzie wiosna.

Dzień dobry, dobrzy Ludzie!

image.png

Dzisiejsza galeria, jako się rzekło opiewa uroki złotej polskiej jesieni. W opcji: liście w procesie decyzyjnym. ;)

 

Napisz komentarz
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Napisz odpowiedź
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane

„O rozwiązaniach i sprzęcie” - Jak wybrać to, co działaBlog Med4Me

Przejdź do bloga
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na