16 Styczeń 2026
16-01-2026 przez Iza Janaczek
Czy tylko mnie się wydaje, że praca i samorozwój totalnie i bezpodstawnie zawłaszczyły sobie słowo: „plany”, a jeśli nie – to zdecydowanie mają takie zakusy.
Często pytając ludzi o plany, słyszę o kursach, szkoleniach, samodoskonaleniu i treningach.
W hardcorowym scenariuszu wpada jeszcze: prasowanie – to na dzisiejszy wieczór, albo malowanie pokoju lub odgruzowywanie piwnicy – wersja planów weekendowych.

Nic o rzeczach odpoczywających głowę... O czym mowa?
Tym, którzy zapomnieli, że plany mogą być produktywne inaczej, wrzucę kilka przykładów: - wieczór z książką,
- kino z córką,
- weekend w hamaku,
- popołudniowa wycieczka za miasto,
- urlop, choćby taki na 3-4 dni przedłużający weekend.
Brzmi znajomo? Mam nadzieję.

Nie robimy już planów innych niż około-zawodowe. Wciąż się szkolimy, by być lepszymi, szybszymi, mądrzejszymi, bardziej błyskotliwymi i wytrzymałymi.
O.K. To jest ważne.
Ale kiedyś też nam na tym zależało. I jeśli mogę nieśmiało zauważyć – byliśmy, i błyskotliwi, i szybcy, i wytrzymali, bez angażowania na tę osobowościową odnowę wszelkich zasobów czasu. Także tego, przeznaczonego na odpoczynek.

Dlatego ja dziś nie zrobiłam sztywnych planów.
Nie dlatego, że jestem leniwa – wręcz przeciwnie. Robię to, bo bardzo lubię to uczucie, gdy mam wolne, niezabudowane pod korek popołudnie, albo przestrzeń na odwiedziny kogoś mi bliskiego podczas weekendu, zamiast mówienie mu przez telefon, że znowu nie będę mogła.
Czy to jest łatwe? Nie. Wcale nie. Czy warto? Oooo, zdecydowanie!

Zrobienie sobie dnia bez produktywnych planów to jest coś, co zdecydowanie pozytywnie wpływa na wzrost dobrych myśli i spokojnych snów.
I właśnie dlatego, dziś nie mam planów. Dziś chcę pamiętać, że produktywność to nie zawsze liczby, punkty, cele i raporty.
Dziś w formie braku planów, zrobię te nieproduktywne zawodowo: zaplanuję wyjście do kina, i do biblioteki po nową Tess Gerritsen, a także krótki wypad do Rzymu.
A co! Jak już być nieproduktywną, to chociaż z przytupem ;)

I właśnie z powodu perspektywy takich nie-planów, z wielką premedytacją robię sobie czasami okienka w grafiku. Ba, co ja mówię – „okienka”, ja wstawiam w celowo pustych miejscach w grafiku wielkie okna od podłogi do sufitu i otwieram je na oścież, mimo niepogody.
Nawet nie wyobrażacie sobie, jak fantastycznie się człowiek czuje, gdy wpuści do wnętrza trochę świeżego powietrza.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

wszystkie foto: pexels
Napisz komentarz