improwizacja-1.jpeg

Wielka improwizacja 2026 - czas start!

  13-01-2026 przez Iza Janaczek

Wyobraź sobie, że zgubiłaś papierowy kalendarz z wyszczególnieniem tego, co zaplanowałaś na ten miesiąc – drobiazgowo, dzień po dniu, a nawet godzina po godzinie. Albo że aplikacja przypominająca o rzeczach do zrobienia nagle nie działa. Nie ma internetu. I tematu w sumie też. Niby coś pamiętasz, ale żeby wszystko? No nie. Zaczynasz się stresować, potem – być może – wpadasz w panikę.
Plany, organizacja, szczelny grafik to podstawa, by jakoś spinać dzień po dniu i tydzień po tygodniu. I nagle – zostałaś oślepiona, ogłuszona i pozbawiona bazy.
Horror.

Cóż… A co, jeśli Ci powiem, że niekoniecznie? I niebo wcale nie spada na głowę.

Wiem... Przetestowałam.

improwizacja-2.jpeg

Są ludzie, którzy wręcz żyją w kalendarzu. I to dosłownie. Kolorowe kratki, alarmy, przypomnienia, cele rozpisane na kwartały.
Życie w rubryczkach. Poupychane szczelnie, na wcisk, jakby codzienność była tetrisem i wszystko musiało pasować idealnie.
Zatem – co my tam mamy na resztę dnia?
Ortodonta – Jaś. Apteka. Call w sprawie projektu – Ola. Zakupy na weekend. Terapia. Lekcje z Jasiem i powtórka tabliczki mnożenia.
A już piętnasta.
Sam ten grafik jest koronnym dowodem na to, że bez planu – ani rusz. W pierwszej chwili myślisz: no way, nie zmieszczę tego, przecież trzeba brać pod uwagę korki, kolejkę w sklepie, u ortodonty... jak nic poślizgnie się o co najmniej godzinę… Ale – od czego jest optymalizacja i przesunięcia.. Zabierze się godzinkę lub dwie z czasu na sen i już grafik się zepnie. Skoro w rubryczkach się zmieściło, to w życiu też musi. Koniecznie. I to zarówno dziś, jak i w tej konfiguracji.

A co, jeśli Ci powiem, że wcale nie musi? Bo jak coś usuniesz, świat nie runie Ci na głowę, a jeśli nawet – to na wyspaną :)

Skląd mam pewność? Przetestowałam na sobie :)

improwizacja-6.jpg

O.K. Plan daje poczucie kontroli. A poczucie kontroli, gdy ziemia często ucieka spod stóp, jest dziś towarem deficytowym.

Kupujemy więc aplikacje, kursy produktywności, harmonogramy szczęścia. Tymczasem życie – z uporem godnym lepszej sprawy – wciąż robi swoje. Przychodzi nie w godzinach pracy, nie według checklisty. Często bez uprzedzenia, wpisania się w grafik i bez zaproszenia.
Przychodzi ale wcale nie nam na złość ale – by nas uratować. Jakkolwiek to brzmi.

Skąd taka obserwacja? Otóż, tak naprawdę, to nie chodzi o to, że plan i grafik to coś złego. Wręcz przeciwnie. Robienie planu dziennego czy tygodniowego to jeden z najlepszych pomysłów ludzkości ale – jak to z ludzkością bywa, nie ma ona w niczym umiaru. Nie ma go też zatem w konsumowaniu czasu. Rozciąga go więc, podkrada z rezerw przeznaczonych na odpoczynek, zabiera bez pytania z tego, przeznaczonego na sen.

Bo skoro się zmieściło na papierze – w życiu też musi. I nie ma co improwizować, plan się zepnie choćby nie wiem co.

To też testowałam. Działa, ale tylko dopóty, dopóki wszystko nie runie. 

improwizacja-5.jpg

Dlaczego się tak boimy improwizacji? Bo improwizacja brzmi podejrzanie.

Kojarzy się z chaosem, brakiem odpowiedzialności, i jakimś szczeniackim „pójściem na żywioł”.
Szkoda, że ją tak demonizujemy, zwłaszcza, że jest czymś normalnym, choć pewnie niepasującym do codziennego tetrisa: chwilą, w której przestajemy się spinać i zaczynamy słuchać tego, co naprawdę się dzieje.

Tymczasem, jakoś tak się układa, że najlepsze rzeczy przychodzą wtedy, gdy nie mamy ich wpisanych w kalendarz. Gdy rozmowa przeciąga się do nocy. Gdy skręcamy nie tam, gdzie mieliśmy. Gdy plan się sypie, a człowiek – zamiast się zżymać i „ratować” sytuację – zostaje jeszcze chwilę w tym nieporządku.

improwizacja-6.jpg

I nie – ja wcale nie namawiam do wywalenia planów i grafików do kosza. Tu chodzi o to, żeby nie robić z nich betonowego centrum swojego świata i by zostawić sobie miejsce na przypadek, na błąd, na śmiech, na to jedno „a może jednak”.

Dlaczego? Cóż... Przecież nie od dziś wiadomo, że małe zamknięte przestrzenie mogą prowadzić do klaustrofobii… Nie pakujmy zatem głowy w betonowy szczelnie zamknięty bunkier-grafik. Totalnie jej to nie służy.

I właśnie dlatego czasem (na przykład na urlopie, lub w weekend) najlepszą decyzją jest ta, by zamknąć kalendarz, wyłączyć powiadomienia w telefonie i pozwolić, żeby życie przez chwilę poprowadziło samo. Niebo od tego na głowy nam nie runie, a jeśli nie macie pewności - przekonajcie się sami. 

Ja - rekomenduję! 

Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

improwizacja-3.jpeg

wszystkie zdjęcia: pexels

Napisz komentarz
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Napisz odpowiedź
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane

„O rozwiązaniach i sprzęcie” - Jak wybrać to, co działaBlog Med4Me

Przejdź do bloga
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na