09 Styczeń 2026
18-06-2025 przez Iza Janaczek
Czasami mam wrażenie, że my ludzie w krajach tak zwanych rozwiniętych i cywilizowanych uwielbiamy challenge’e.
Z braku przestrzeni na inne hobby, w ramach hobby uprawiamy wyzwania. Jak to wygląda w praktyce? Już spieszę wyjaśnić…
Wyzwaniem jest zaginanie prywatnej czasoprzestrzeni i praca po 15 godzin tylko na 3 kawach, kanapce z fast-foodziarni i dla równowagi „zdrowej” sałatce
Wyzwaniem jest też wytrzymanie na 4 No-spa do końca dnia pracy, bo samo się nie zrobi
Wyzwaniem jest gra w ciuciubabkę z własnym organizmem i przesunięcie wizyty u gastro, choć mało co działa dłużej niż godzina
Wyzwaniem jest testowanie cierpliwości i zaufania kogoś, komu się obiecało romantyczny weekend, który miał pokazać, że wciąż związek jest ważniejszy niż praca. Zwłaszcza gdy okazało się, że i tym razem praca wygrała

Co ciekawe, także sen nie ostał się enklawą wolną od wyzwań. Co to, to nie…
W przypadku snu mamy dwa niby wykluczające się, ale jednak spójne challenge’e… A mianowicie, wyzwaniem jest rezygnacja ze snu w imię wykonania pracy, której się nie udało zrobić mimo wykorzystania na nią również czasu na posiłek i relaks (i tu właśnie wchodzi kawa nr 5)
i dla równowagi jest i wyzwanie z gatunku: kuriozalne. Czyli wyzwaniem jest pozwolić sobie na sen, skoro tyle jeszcze do zrobienia…

Myślę sobie, że wielkim wyzwaniem jest to, że igramy z przyrodzonym stanem rzeczy, zachowując się trochę tak, jakby sen był fanaberią. Opcją, z której można, ale nie trzeba skorzystać w pełnym wymiarze. Ot, taką, którą można sobie co najwyżej zafundować na urlopie.
Czym jest sen dla wielu współczesnych mieszkańców krajów rozwiniętych i tak zwanych, cywilizowanych? To nagroda. Luksus. Legendarny „czas dla siebie”, który z reguły nie wytrzymuje konfrontacji z ważnym projektem, istotnym mailem, zielnikiem na lekcję przyrody czy rozprawką na temat bohaterów romantycznych, którą baba od polskiego zadała twojemu synowi, który i owszem pisze dobrze, ale tylko na wolne tematy, a te, które zasadniczo powinny trzymać się faktów, przytomnie należy sprawdzić, by fakty te nie były rodem z historii alternatywnej.
W obliczu spraw niecierpiących zwłoki, sen jest, jak się rzekło, albo wyzwaniem (jak go zmieścić w grafiku), albo gigantycznym wyrzutem sumienia (zmieścił się w grafiku).

Idąc tym tokiem myślenia, wyspać się poza wydzielonym urlopem czasie, to prawie jak obrazić cywilizację postępu. Wszak, jak mawiają niektórzy, wyspać się można po śmierci, a poza tym – sen jest dla słabych…
Nie mam pojęcia, kiedy to się stało, że z potrzeby biologicznej zrobiliśmy dowód słabości. Wiem natomiast, że w mniejszym lub większym stopniu wszyscy gramy w tę dziwną grę: „kto wytrzyma dłużej”…
Tylko po co, skoro nikt nie ma szans na zwycięstwo? Dlaczego? Bo w tych konkretnych zawodach nie wygrywa nikt. Bo paradoksalnie unikając snu jak ognia, przespać możemy to, co w życiu najważniejsze.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

wszystkie zdjęcia: pexels
Napisz komentarz