ponidzialki-6.jpg

3 poniedziałki to nie tak wiele. Zdążymy?

  23-02-2026 przez Iza Janaczek

Do wiosny jeszcze tylko 3 poniedziałki. To dużo czy mało? A może jesteście team: „po co ten pośpiech?”

Trzy poniedziałki brzmią jak odliczanie. Jakby zaraz miał się wydarzyć nie tylko start sezonu, ale też start nowego, lepszego życia. No bo wiadomo, jak wiosna - to musi być nowe rozdanie.
Tymczasem teoria ni jak nie ma się do praktyki. I myślę sobie, że to właśnie dlatego wiosna cieszy nas coraz mniej. Bo znów trzeba będzie udawać, że poszliśmy do przodu, że jest „ta wiosenna” energia i zapał i nowe plany. I że u nas to działa idealnie.

Nowa wiosna – nowa ja.

ponidzialki-3.jpg

Tymczasem prawdziwe życie to nie instagram, pełen radości i energii uwiecznionej w minisekundach słonecznych kadrów powtarzanych do znudzenia, by uzyskać ten jeden efekt wow.

W życiu to tak po prostu nie działa. Nie robimy drugiego zdjęcia z sytuacji, bo pierwsze nie wyszło, dlatego że źle ułożyło się słońce na włosach czy uśmiech nie był wystarczająco szeroki i przekonywujący.

Życie leci dalej, i w każdej sytuacji, z jakich się składa, masz szansę tylko na jeden kadr. To taka obserwacja, której próżno szukać w instrukcji obsługi social mediów…

A szkoda, bo przy każdym logowaniu do tej wirtualnej krainy pięknych zdjęć i opowieści o cudzym idealnym życiu powinien być komunikat, jak przy produktach i miejscach, w których należy zachować szczególną ostrożność : „uwaga! Wchodzisz na własną odpowiedzialność.”

ponidzialki-2.jpg

My, ludzie, uwielbiamy uproszczenia. Zima? Rodzinne święta, kakao, bliskość.

Wiosna? Nowe rozdanie, energia, wybuch chęci do życia. Lato? Wolność. Jesień? Refleksja.

Ładny obrazek. Szybki. Gotowy do udostępnienia. Tylko że teoria nijak ma się do praktyki.

W praktyce, czyli w prawdziwym życiu, wielu z nas wchodzi w wiosnę nie - z podekscytowaniem i radością, a z gigantycznym deficytem energii, który z nadejściem nowej pory roku tylko się pogłębia. Presja, by nie odstawać od innych, jest potworna. Przez co mobilizujemy wszystkie moce, jakie w nas zostały, by pokazać przede wszystkim innym, że umiemy w tę wiosnę i że rzeczywiście nadążamy, pięknie i płynnie wpasowując się w kolejne zmiany.

Gazety i internet krzyczą o nowym, najmodniejszym tej wiosny kolorze na ciuch, na włosy, na zasłonę, torebkę i pazurki. Mówią, co jeść, by poczuć się wiosennie, jak spać, by lepiej tę wiosnę dostrzegać, co czytać, by wiedzieć, co mówić, jak myśleć, by... no właśnie co? Czuć się lepiej, czy – tylko nie odstawać?...

ponidzialki-7.jpeg

Tak czy siak, pędzący świat dostaje gotowy produkt pt. „wiosna”. Nic tylko brać i się stosować.

Tylko że to coś w rodzaju chińskiej zupki, w której poza ostrymi przyprawami nie czuć nic więcej, bo zagłuszają całą esencję wywaru...

I myślę sobie, że właśnie dlatego dla wielu z nas wiosna = presja, a nie ekscytacja.

- Presję, żeby nie odstawać, bo inni już dawno równiutko w szeregu, w najmodniejszym rzecz jasna kolorze.
- Żeby „ruszyć z miejsca”, bo inni to już ho ho nawet ogródek skoszony, choć trawa dopiero co wschodzi.
- Żeby pokazać, że jest moc i witalność. Tu - dzięki wszystkim mocom za dobre kosmetyki kryjące to, co źle wygląda wiosną...

ponidzialki-11.jpeg

Nie chodzi mi wcale o to, by się zasiedzieć w zimie. Ale o to, że przez działania hurtowe i od sztancy, coś nam umyka. Trendy, mody, nie tylko w kwestii mody, ale też tego, co mamy myśleć, zdominowały nie tylko social media, ale i - nasze głowy. I nawet gdy mamy własny plan na tę wiosnę, boimy się go realizować, bo nie jest taki, jak innych.

Tymczasem prawda jest taka, że nie każdy ma siłę kwitnąć na już, na sygnał, na gwizdek. Czasem wystarczy przestać marznąć, i to już jest ta wiosno-celebra.

ponidzialki-1.jpeg

Zima bywa długa. Zwłaszcza kiedy nosi się w sobie coś więcej niż czapkę i rękawiczki. Kiedy dochodzi zmęczenie leczeniem. Zmienione ciało. Nowa codzienność. Milion myśli, których nie widać pod kurtką.

Mówiąc w sposób modny i dziś klikalny - nowy sezon wcale nie musi oznaczać "nowej wersji Ciebie". Swoją drogą to sformułowanie nie przestaje mnie zarówno fascynować, jak i smucić. Za każdym razem brzmi mi jak elegancko zapakowana sugestia, że ta obecna jest niewystarczająca. Że zamiast ją zrozumieć i wesprzeć, lepiej ją wymienić.

Jak telefon. Jak garderobę. Jak wizerunek.

To myślenie zakłada, że w oryginale coś z nami nie gra. Więc zamiast usiąść obok siebie i sprawdzić, co boli, nakładamy kolejną warstwę. Trend. Plan. Wyzwanie. „Lepszą” odsłonę.

Tylko... Dla kogo właściwie jest ten idealny produkt?

ponidzialki-10.jpeg

Dla mnie samej to szukanie nowej wersji siebie coraz bardziej przypomina produkowanie legendy w social mediach. Ten sam kadr powielany do skutku, aż zacznie wyglądać idealnie. Tyle że to nadal jest kadr. Wycięty fragment. A nie człowiek z całym swoim zmęczeniem, historią i prawdą.

Właśnie dlatego nie chcę nowej wersji siebie. Ani na jesień, ani na zimę, ani na wiosnę. Chcę uczciwej relacji z tą, którą już jestem.

Może więc zamiast wymyślać się od nowa, warto przestać się poprawiać pod cudze oczekiwania. I sprawdzić, czego naprawdę potrzebujesz – nie do pokazania, tylko do życia.

Może ta wiosna będzie dobrym momentem na taką osobistą rewolucję polubienia siebie bez nakładek, filtrów i wersji?

Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

ponidzialki-4-.jpg

Napisz komentarz
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane
Napisz odpowiedź
Imie:*
Komentarz: *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Fundacja STOMAlife - administratora danych osobowych - ul. Chałubińskiego 8 00-613 Warszawa, w postaci adresu e-mail na potrzeby otrzymywania powiadomień ze strony stomalife.pl

* Pola wymagane

„O rozwiązaniach i sprzęcie” - Jak wybrać to, co działaBlog Med4Me

Przejdź do bloga
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na