18 Marzec 2026
11-03-2026 przez Iza Janaczek
Wreszcie przyszła. Dzień jest rzeczywiście dłuższy. W powietrzu pachnie czymś innym niż palone plastiki, a i – z racji tegoż faktu – jest ono zdecydowanie bardziej przejrzyste. I choć bywa kapryśna i nie zawsze taka ciepła, zwłaszcza w marcu, zdecydowanie widać, że jest już tuż, tuż.
Jeszcze momencik i odtrąbiona zostanie ta oficjalna - kalendarzowa :)

Od lat żyjemy według ustalonego kanonu pór roku. Zima to święta i rodzinność, lato – żniwa, owoce i narodowy odpoczynek, jesień – gromadzenie zbiorów i przygotowywanie się do czasu naturalnej drzemki. Wiośnie dostała się funkcja budzika i pani od porannego rozruchu, która na koloniach gwizdkiem o 7:30 oznajmiała, że koniec z rozleniwieniem i spaniem. Teraz – trzeba działać!
Pamiętacie te czasy?
Nawet nie wiedzieliśmy, jak bardzo ten gwizdek był symboliczny. Nam kojarzył się wtedy z wielką niesprawiedliwością i brakiem uczuć. Nikt nas przecież nie pytał, czy my chcemy z impetem wejść w ten poranek i w ten świat.

Sygnał oznajmiał, że trzeba się zbierać, bo inni już biegną. I w sumie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dziś – u progu wiosny – jest dokładnie tak samo. Tylko zamiast gwizdka mamy internet i instapoganiaczy, trąbiących na lewo i prawo o wdzięczności i nadziei, z jaką ta wiosna się powinna kojarzyć. (Chyba dlatego, że to stały trend, a nie przemyślana akcja).

Mówcie, co chcecie, ale tak podana – w wersji fast food, na stojąco i na szybko – mnie kojarzy się raczej z presją niż z nadzieją.
Wiosna bez dwóch zdań jest cudowna. Słońce, ptaki, pierwsze zielone liście i to zbiorowe przekonanie, że od teraz wszyscy powinniśmy nagle zacząć żyć „lepiej”.
I tu zaczyna się problem techniczny.
Wraz z pierwszymi promieniami słońca pojawia się coś jeszcze – niepisany obowiązek bycia zachwyconym życiem. Nagle wszyscy gdzieś idą, coś zaczynają, coś planują. Biegają, jeżdżą, remontują, zmieniają dietę, zmieniają życie, zmieniają siebie.
Jakby nie patrzeć – skoro zima to czas podsumowań, wiosna najwyraźniej jest sezonem na wielkie zmiany.

A przecież człowiek czasem chciałby po prostu wyjść z domu bez poczucia, że powinien przy okazji przeżyć małą rewolucję. Przynajmniej ja sama tak mam.
Nie potrzebuję instrukcji obsługi, jak się cieszyć tą wiosną, żeby ładnie wyglądało – w kadrze i dla koleżanek z pracy. Męczy mnie zbiorowy regulamin dobrze wyglądającej codzienności.
Gdzie się podziały czasy, w których sami sobie byliśmy sterem, żeglarzem i okrętem – że sparafrazuję klasyka? Czemu dziś najlepsza opcja to wspólna wielka tratwa ze średnio zabezpieczonymi burtami – i kto niedostatecznie uważny, ten z niej spada?
Życie rzadko działa w rytmie pór roku. Człowiek je uprawiający – jeszcze rzadziej. Nie każdy ma w marcu nową energię, nowe plany i ochotę na „nowy początek”. Czasem ma tylko więcej światła w oknie i lekkie zdziwienie, że zima znowu minęła szybciej, niż człowiek zdążył się z nią dogadać.

I tak sobie myślę, że wiosną, gdy oczekiwania i presja co do tego, jak ją przeżyć, przekraczają wartość krytyczną na skali zbiorowego absurdu – wszyscy jesteśmy trochę introwertykami. Ludźmi uciekającymi od masowej eksplozji uczuć. A skoro tak, to obowiązują nas inne zasady.
Dajcie żyć introwertykom. Dajcie im przestrzeń i czas i nie wpychajcie na tratwę płynącą w zupełnie im nieprzyjaznym kierunku. Nie każdy musi głośno, hałaśliwie i na siłę.
Wiosna to też patrzenie, jak rośnie trawa. A to oznacza ciszę, spokój i brak presji. Łąk ci u nas dostatek. Zmieścimy się wszyscy.
Zapraszam :)
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

foto: pexels i własne
Napisz komentarz