09 Styczeń 2026
12-07-2025 przez Iza Janaczek
Mazury czy góry? A może morze, balkon, ogródek u mamy na wsi lub – na bogato – wakacje z open barem i darmowymi drinkami pod palmami.
To coroczny wakacyjny dylemat każdego rozsądnego Polaka. I oczywiście – Polki też :) Dobrze mieć wybór, zwłaszcza że lato to morze możliwości. Ale jeszcze lepiej – skorzystać z niego, gdy jest i czas i sposobność, a jeśli jej nie ma – poszukać bardziej. Na pewno, gdzieś się tam czai, tylko przykryły ją sprawy niecierpiące zwłoki, czyli codzienna rutyna, która – zdradzę Wam w sekrecie, bardzo nie lubi konkurencji. A taki mały urlop to konkurencja, jak nic! I tu pojawia się dylemat trudniejszy niż góry, Mazury czy palmy, a mianowicie - czy wobec tego w ogóle coś, skoro będzie trudno wrócić do rutyny?

Mamy wybór. I naprawdę, nikt nas nie zmusza do tego, by wybrać coś, co wymaga odrobinę wysiłku. Wcale nie musimy tego robić… Tak, tak, ja cały cza.s mówię o urlopie i wolnym czasie. :) I to wcale nie jest żart lub sarkazm. To nie lada wyzwanie tak po prostu wziąć i pójść na urlop wiedząc, do czego się po tych 10-14 dniach, być może wróci.
Często decydujemy więc, że odpuścimy tym razem. Albo, że pójdziemy na kompromis. Będzie więc krócej i z firmowym telefonem. I choć to bez wątpienia jest jakaś opcja, to nie do końca jest wybór, To trochę płyniecie z prądem i z myślą, że tak wybraliśmy. Sami. Nie mylmy pojęć – rezygnacja to nie wybór. A zamienienie czasu dla siebie w nie dający satysfakcji i wypoczynku kompromis, to bardziej rezygnacja niż wybór. Rezygnacja (zwana potocznie: "później zdecyduję", "nie teraz, w przyszłym roku", "jeszcze nie wiem, czy w ogóle się uda") to rezygnacja, bez względu na to, jakbyśmy ją ładnie nazywali.
Czy ja to krytykuję? Nie. W żadnym wypadku. Czasami taki kompromis jest jedyną szansą na to, by coś drgnęło w dobrym kierunku i trzeba go brać z całym pakietem. Wszak, kropla draży skałę. Kto wie, co pięknego z tej pokory i cierpliwości się w przyszłości urodzi?

Ja sama lubię wiedzieć, że mam wybór. I nie chodzi od razu o jakieś wielkie rzeczy. Na ten moment przysłowiowy wybór: góry czy Mazury w zupełności mi starcza… Ale tylko na dobry początek.
Ćwiczę się w tych "decyzjach drugiego znaczenia", bo myślę sobie, że takie małe wybory, wbrew pozorom są w stanie otworzyć drzwi do naprawdę dużych możliwości.
Kiedy nauczymy się, odpoczywać bez poczucia winy i straty czasu - nauczymy się też kreować lepsze i bardziej sprawiedliwe kompromisy.
Czy to łatwe? Nie. Wprost przeciwnie. To bardzo trudne i czasochłonne.
I dlatego warto ćwiczyć na takich małych decyzjach jak:
- w piątek wyjdę z pracy o czasie, tak by zdążyć odebrać książkę z biblioteki. To nowość odłożona specjalnie dla mnie, czeka już 2 tygodnie, a ja wciąż nie mogę do tej biblioteki dotrzeć,
- w ten weekend pójdziemy w góry. Poszłabym już dziś, jak sobie przypomnę, jak na takie wyjścia cieszy się mój pies.
- urlop spędzimy w Dąbkach albo - gdy ktoś woli pizzę zamiast gorfrów - Włoszech ect,

Zatem rodacy, co żywo – decydujmy. To lato się już nie powtórzy, tak jak i nasze 25, 42 i 58 lat. Starsi będziemy już jutro, a co dopiero za miesiąc czy rok, kiedy to może się nam uda coś fajnego wykombinować w ramach tego (już pewnie zaległego) urlopu. Tylko po co kombinować, skoro można i teraz i za rok?
Czasami zastanawiam się, czy to na pewno praca trzyma nas w braku decyzji… Czy to na pewno chodzi tylko o strach o to, co zastaniemy w pracy po powrocie. A co, jeśli to odkładanie w nieskończoność to i owszem strach, ale przed koniecznością podjęcia decyzji innej niż te, które machinalnie podejmujemy codziennie?
Brzmi niedorzecznie? Hmmm… To zależy, z której strony na ten temat się spojrzy i – kto będzie patrzył. Dla wielu z nas codzienna rutyna to strona mostu, którą znamy. Stała godzina wyjścia z domu, zakup śniadania w kiosku niedaleko przystanku metra, w pracy wiadomo, co robić, potem odbiór dziecka ze szkoły i jego teleport na zajęcia tańca, ju-jitsu czy garncarstwa, zakupy w znanym sklepie (sklepu też nie zmieniamy za często, bo tu wiemy, co gdzie leży i w ten sposób zakupy idą szybciej i bez zapomnienia połowy produktów).

Tymczasem wakacje to chaos.
Jeśli w domu – prawdopodobnie i tak nie wypoczniesz, bo wciąż jest coś do zrobienia. Jeśli na wyjeździe, trzeba na szybko organizować nową rutynę. Jeszcze pół biedy, jak to ekskursja z wykupionym wyżywieniem, już choć to odpada, ale wyjazd na własną rękę przeraża i odbiera siły…
To z gruntu złe założenia wynikające nomen omen ze złych założeń. Sposób, w jaki spędzamy wolny czas, też jest wyborem. I naprawdę możemy wybrać, by się na chwilę zapomnieć i po prostu dobrze bawić.
Skoro udało się podjąć decyzję, że te wakacje w ogóle są dla nas – co nas zatrzyma przed kolejnym szalonym krokiem i decyzją, by były fajne?
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

wszystkie zdjęcia: pexels
Napisz komentarz