09 Styczeń 2026
08-11-2025 przez Iza Janaczek
Kiedyś „zrób to sam” dotyczyło półki nad biurkiem albo stolika pod telewizor. Wystarczyło młotek, śrubokręt i trochę cierpliwości. Teraz? Teraz zrób to sam dotyczy także, albo przede wszystkim - ludzi. Naszych głów, emocji, przeszłości, nawet sposobu, w jaki człowiek je śniadanie.
Wszędzie słyszymy i czytamy, że człowiek XXI wieku powinien być samowystarczalny.
I to na wszystkich płaszczyznach. Z tego powodu sami mamy się uspokajać, sami rozumieć, i sami uzdrawiać. Nie ma czasu, żeby czekać na pomoc — trzeba działać. Od razu, systemowo, najlepiej z checklistą.

Czy tylko mnie się wydaje, że ta samodzielność weszła nam aż za bardzo? Bo o ile bez dwóch zdań jest potrzebna i pożądana, o tyle, jak wszystko, co nas dotyczy – działa dobrze tylko wtedy, gdy zachowany jest w niej umiar.
Jak jednak iść w balans, gdy świat daje zupełnie inny sygnał? Wystarczy spojrzeć w dzisiejszy internet.
„Jak się podnieść po porażce?”,
„Jak pokochać siebie?”,
„Jak przestać myśleć za dużo?”
„Jak myśleć więcej?”
„Jak nauczyć się bycia w związku, i bycia singlem?”
Takich „jak” mogę wymieniać bez końca…
Mnożą się jak grzyby po deszczu i są łatwo dostępne. Takie szyte na miarę naszych czasów. Skrótowe. Bez głębszej refleksji. W formacie 10-minutowego poradnika. Nie ma co przedłużać, skoro czas to pieniądz, zwłaszcza że w wypadku „samonaprawy” przecież wszystko to jest kwestią odpowiedniego algorytmu. Klikasz, oglądasz, stosujesz.
I działa.
Co? Jednak nie działa?
No cóż. To pewnie Twoja wina. Nie dość się naprawiłeś.

Przesadzam? Cóż… Oby! Choć właśnie tak widzę magię współczesnego DIY – human edition.
Nie daj się, człowieku, złapać na drobne pęknięcie, bo zaraz ktoś Ci wmówi, że z brakiem pewności siebie można walczyć, że smutek to kwestia postawy, a strach – braku afirmacji.
Wystarczy tylko zmienić mindset, zapalić świeczkę zapachową i kupić notes do wdzięczności. A jeśli nie podziałało, cóż… Reklamacji nie ma, bo w wypadku złotych rad z internetu, to kwestia braku zaangażowania zainteresowanego, a nie złej instrukcji.

Tymczasem prawda jest taka, że człowieka nie da się naprawić jak zlewu, w którym przecieka rura.
Nie wystarczy odkręcić, wyczyścić i dokręcić. Nie wszystko da się ogarnąć narzędziami, które mamy w domu – a jeszcze mniej tymi, które podsuwa nam sieć.
Ale próbujemy. Bo jak pokazują wykadrowane migawki z życia innych – im się udało.
A skoro tak, to nam też się uda. Wystarczy się „zaktualizować”, „zresetować”, „przeprogramować”, zmienić nawyki, emocje, ludzi w otoczeniu, relacje, sen, dietę, myśli – i... gotowe.
Tylko że człowiek to nie system operacyjny.
Nie ma przycisku „uruchom ponownie”.
I najbardziej smutne jest to, że ten cały kult "samonaprawy" wcale nie czyni nas zdrowszymi. Przeciwnie. Zmęczeni próbą „ogarnięcia siebie” czujemy coraz większą frustrację, że nam nie wychodzi.

I tak sobie myślę, że nie zawsze da się siebie „naprawić” samemu. Zwłaszcza gdy zepsuło się coś, co wymaga wsparcia z zewnątrz...
Można się poznać, zrozumieć, spróbować posłuchać wewnętrznego głosu. Ale do prawdziwej naprawy często potrzeba drugiego człowieka.
DIY w wersji „człowiek” to trochę pułapka, w którą wpadamy wszyscy.
Zamiast uczyć się być z sobą i obok siebie (co również jest wielkim wyzwaniem, z którym wielu sobie nie radzi), uczymy się nad sobą pracować. Poprawiając to, co jest, zmieniając to, co poprawione. Jakby bycie człowiekiem było zadaniem, a nie stanem.

A co, jeśli wcale nie musimy się naprawiać? No bo też tak naprawdę, nie zawsze trzeba. A już zwłaszcza nie trzeba wtedy, gdy nic nie jest zepsute, lecz tylko zwyczajnie inne, niż internetowy kanon ideału na ten kwartał.
I tak sobie myślę, że skoro nie jesteśmy meblami do złożenia, ani aplikacją do aktualizacji, możemy po prostu być sobą, reagując dopiero wtedy, gdy poczujemy, że jesteśmy trochę za „zbyt”. Zbyt zajęci, zmęczeni, niecierpliwi, nieczuli, obojętni. Nie trzeba zmieniać tego, co inne, zwłaszcza gdy inne nie oznacza gorsze. Wszak różnić się jest pięknie. Warto spróbować.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)
wszystkie foto: pexels
Napisz komentarz
Komentarze (od najnowszych)
10-11-2025 07:12:37
Raczej ciężko jest że stomiom są upatki i trzeba się podnieś i ztym zyc
Ukryj odpowiedzi | Ilość odpowiedzi: 1 | Odpowiedz
10-11-2025 09:37:16
Helena, dziękuję za szczerość i podzielenie się. Tak — często bywa ciężko. Stomia nie jest tylko „problemem medycznym”, to wyzwanie który wymaga trwania, akceptacji, czasem też odnowienia nadziei. Masz rację: nie chodzi tylko o podniesienie się, ale o to, by znaleźć sposób, by żyć pomimo tego. I czasem z tym żyć dobrze, a nie jedynie przetrwać. Jeśli kiedyś poczujesz, że to za dużo — jesteśmy tutaj. Fundacja Fundacja STOMAlife działa właśnie po to: by nie zostawiać w pojedynkę. Czasem rozmowa, wsparcie, świadomość, że nie jesteśmy sami — to pierwszy krok do „żyć” zamiast „tylko trwać”. Trzymaj się.
Odpowiedz