09 Sierpień 2026
12-07-2026 przez Iza Janaczek
Siedzimy po uszy w schematach, bo tak jest po prostu bezpieczniej. Każdy z nas ma w głowie swój własny, dobrze znany system operacyjny – codzienną rutynę, udeptane ścieżki, powtarzalne nawyki i przewidywalne reakcje. I nawet jeśli ten system działa wolno, zawiesza się przy byle okazji albo bezustannie wyrzuca błędy (a z czasem tak właśnie „działa”), rzadko kiedy decydujemy się na głębszą aktualizację. Wolimy to, co znane choć niekoniecznie wciąż wygodne i komfortowe, niż nieznane. Często dlatego, że to wymagałoby od nas przewartościowania dotychczasowego poukładania spraw.

Jak to działa w praktyce? Słuchamy utworów, które już znamy i możemy zanucić, do rodzinnego domu - do mamy jedziemy na rosół i ziemniaczki z młodą kapustką, a nie na sushi, a na wakacje często 4. raz lecimy do Egiptu. Nie, nie wszyscy, ale sporo nas – tak.
Wniosek? Nie przepadamy za zmianami. No po prostu. Zmiany – to wielka niewiadoma, a niespodzianek na co dzień mamy dość, dlatego tam, gdzie możemy, wybieramy przewidywalność, czyli Stone’sów lub Lombard, rosół i Hurghadę... Przesadzam, czy jednak brzmi trochę znajomo?
Te przenośnie i porównania to oczywiście żarcik, niemniej, z własnych obserwacji wiem, że porównując codzienność (w tak zwanym realu) do technologii, rzec można, że życie bezustannie podsuwa nam nowe możliwości. Po każdej z nimi interakcji pojawia się prosty, a zarazem niepokojący komunikat: „czy chcesz zapisać zmiany?” I tu zaczyna się dylemat, którego istnienia być może nawet sobie nie uświadamiamy – wszak kliknięcie „tak” oznacza, że Stary System przestaje obowiązywać i człowiek wchodzi w zupełnie nowy obszar. A to w ujętej obrazowo praktyce oznaczać może sushi zamiast schabowego.

I choć w Hurghadzie nie byłam ani razu, a co dopiero 4 – bo jednak wolę mniej luksusowo ale za to bardziej po mojemu, o tyle zamiast sushi wolę rosół. No po prostu. Nie jesteśmy wszyscy tacy sami, ale podobni już tak. Większość z nas wybiera święty spokój i brak stresu, cokolwiek to dla każdego z nas oznacza. Dla jednych hurghadę i sushi, dla innych rosół podawany w różnych miejscach świata i widniejący w menu pod różnymi nazwami.
Prawdziwy problem pojawia się jednak wtedy, gdy ten nasz wypracowany „święty spokój” powoli przestaje służyć, a zaczyna po prostu uwierać. Kiedy doskonale znana rutyna nie daje już poczucia bezpieczeństwa, tylko niebezpiecznie zbliża nas do poczucia utknięcia w miejscu. Chcielibyśmy coś zmienić, spróbować czegoś nowego, podjąć decyzję, która od dawna w nas dojrzewa, ale w ostatniej chwili zamieramy z ręką zawieszoną w powietrzu. Odpuszczamy, bojąc się, że po wciśnięciu „zapisz” nie będzie już powrotu do tego, co było i że stracimy to, co z takim trudem zbudowaliśmy, nawet jeśli dziś ta konstrukcja jest mocno nieaktualna lub wymaga solidnego remontu.

Niektórzy lubią nowości, inni nie. I O.K. bo choć jesteśmy podobni to różnimy się, choćby w postrzeganiu tych podobieństw. I bardzo dobrze, bo to oznacza, że gdy nagle przyjdzie nam ochota, by zerwać z rutyną i spróbować czegoś nowego wciśniemy przycisk „zapisz zmiany” i spróbujemy, może nie od razu sushi, ale czegoś z rybnego menu.
Kto wie, może nawet nie w Hurghadzie a na Palawanie?
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

i żeby nie być gołosłowną wrzucam kadry z Palawanu :)
Napisz komentarz