28 Marzec 2025
14-03-2025 przez Iza Janaczek
Jesteśmy zmęczeni, ludzie kochani. Nie, że tylko „bywamy” – jesteśmy. Permanentnie i wciąż. I nie pomaga weekend przeżywany w pośpiechu, by zmieścić w nim jak najwięcej, nie pomaga wykrojony tydzień urlopu… Jesteśmy zmęczeni wszechogarniającym hałasem, cisnącym bez ograniczenia prędkości tempem życia i własnym zagubieniem w tym hałaśliwym kurniku.
foto: pixabay
Męczy nas potrzeba wstawania co świt, choć przecież dopiero co człowiek oczy zmrużył. Kładziemy się zmęczeni i tacy się budzimy. Wypijamy pospiesznie kawę – często na pusty żołądek (oooj, to się źle skończy), pędzimy do samochodu lub metra i usiłujemy godnie przeżyć kolejny dzień w pracy, by potem tak samo z fasonem ogarnąć drugą zmianę w opcji: praca w domu. Kładziemy się więc zmęczeni i tacy wstajemy… I tak w kółko…
Czas umyka, my z nim. Przy porannym makijażu coraz trudniej ukryć efekty zmęczenia .Bo i owszem, cienie pod oczyma można jakoś zamaskować ,ale co zrobić z opadniętymi w rezygnacji kącikami ust i zniechęceniem czającym się w spojrzeniu? .
foto: pexels
Przytłacza nas presja, by być wszędzie, zdążyć na czas, nie zawieść nikogo. Pracować efektywnie, rozwijać się, dbać o rodzinę, o zdrowie, o relacje, o formę fizyczną, o rozwój duchowy, o bycie na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się w świecie… I głowa pęka, bo ile można ogarniać, nie tracąc przy tym własnej równowagi?
A z drugiej strony, jak nie stracić czegoś, co dawno stracone? Hmmmm…
Kochani dobrzy Ludzie, nie idźmy tą drogą…
Choć wydaje się to niemożliwe – mamy wybór. Owszem, nie na wszystko mamy wpływ, kredyt się sam nie spłaci, rachunki się nie uregulują magicznie bez naszego udziału, podręczniki, korepetycje i opieka szkolna oraz medyczna (z definicji bezpłatna) – także nie… No życie, prawda? Szach i mat… Ale – czy na pewno? A może, gdy spróbujemy jeszcze raz usiąść nad tym wszystkim, co przepala czas, energię i kasę, okaże się, że da się coś przesunąć, a z czegoś zrezygnować tak, by nie trzeba było na to wszystko zapierniczać do utraty tchu?
foto: pexels
Przyjęła się narracja, że to my sami jesteśmy za ten pęd odpowiedzialni, że narzuciliśmy sobie standardy, do których usiłujemy dobić, zamiast najpierw sprawdzić, czy to w ogóle jest realne bez butli tlenowej.
I wiecie co?
Coś w tym jest.
.
Nie, nie wszyscy wytyczamy tak chore trendy, ale w większości im po prostu ulegamy. Czasami z powodu rozpaczliwej chęci wpasowania się w dzisiejsze standardy, czasami z powodu braku własnego zdania i presji otoczenia, a czasami z powodu bolesnej konieczności.
I jeśli tylko nie jesteśmy w sytuacji nr 3, to wciąż mamy czas i przestrzeń, by to zmienić i przestać czuć to wszechogarniające zmęczenie.
Pytanie, czy jesteśmy jeszcze zainteresowani poprawą swojego osobistego komfortu, czy już tak przywykliśmy do szeroko pojętego hałasu, że traktujemy go jak tlen, czyli coś, bez czego się po prostu nie da funkcjonować?…
Oby nie, bo serio, bardzo często wcale tak nie musimy… Chroniczne zmęczenie nie jest żadnym wyznacznikiem jakości życia ani medalem za zasługi. Nie świadczy o tym, że jesteśmy lepsi, bardziej pracowici, bardziej ambitni. Czasem świadczy tylko o tym, że zbyt długo ignorowaliśmy własne potrzeby lub wybieraliśmy potrzeby innych.
Przyszła kolejna wiosna, może to jest dobry moment, by bez sentymentów zrewidować dotychczasowe przyzwyczajenia i spojrzeć na własną rutynę obiektywnym okiem. Mniej więcej tak, jak na wnętrze szafy gdy trzeba zmienić garderobę na bardziej odpowiednią? To byłoby coś.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie
foto: pexels
Kiedyś CUdak, dziś Stomik praktyk. Inżynier z wykształcenia, felietonistka i fotograf z zamiłowania. By w czasie choroby, uratować choć głowę, gdy jelit się nie dało, stworzyła na Instagramie profil: Ratunkuzyje, gdzie satyryczno-sarkastycznie opisuje świat i to, co dla nas ważne.
Prywatnie optymistka, co by się nie działo.
28 Marzec 2025
26 Marzec 2025
22 Marzec 2025
Napisz komentarz