28 Marzec 2025
19-03-2025 przez Iza Janaczek
Czy ten świat da się jeszcze lubić?
Takie pytanie usłyszałam niedawno w autobusie. Rozmawiały dwie panie na oko 40-50 lat.
Zadumałam się wraz z rozmówczyniami nad tym, skąd jesteśmy i gdzie podążamy, i doszłam do wniosku, że to bardzo niesprawiedliwie sformułowane pytanie. Bo co ma świat do tego, że go my ludzie zagospodarowujemy na swoją modłę, śmiecąc w lasach i na plażach, zużywając paliwo, by lecieć do Mediolanu na poranną kawkę i wrócić na popołudniową do Wawy, albo narzucając sobie tempo nakazujące być prawie całą dobę na chodzie? Co oznacza zużywanie kolejnych dóbr, które muszą być na chodzie, byśmy i my mogli.
A przedstawiając temat w ten sposób, pytanie startowe nie powinno brzmieć: czy ten świat da się lubić – ale raczej – dlaczego my, ludzie, lubimy go tak mało?
Ponoć, gdy problem się nazwie i rozpisze na kartce, staje się do ogarnięcia. Zatem – spróbuję i tu tej samej metody. W przypadku trudnych decyzji u mnie działała ona zawsze.
Czesław Niemen śpiewał, że świat jest dziwny. No i jest. Ale to głównie przez ludzi, co zresztą Niemen wyjaśnił w dalszych słowach piosenki. Ale przy tym, jak jest dziwny, także dzięki ludziom, a może, mówiąc przekornie – pomimo ich obecności, bywa też niesamowicie piękny.
Za co więc lubić ten świat?
Zróbcie sobie Kochani kawę albo i dwie, bo będzie długo ;)
Za krokusy w Dolinie Chochołowskiej i te na skwerku przy osiedlowym sklepie.
Za wróble ćwiczące za oknem wokal od świtu.
Za pachnące mirabelki, które pierwsze obwieszczają, że zima to już przeszłość.
Za możliwość wyboru: lody waniliowe czy pistacjowe, sukienka czy szorty, w domu czy w restauracji?
Za smoothie z mango pite tam, gdzie ono rośnie i dojrzewa.
Za podaną bezinteresownie szklankę wody, gdy człowiek u kresu sił.
Za każdy foliowy woreczek umieszczony w kuble na śmieci .
Za możliwość robienia planów i ich realizację.
Za spokojny sen bez biegania do toalety co godzinę.
Za kawę pita w domu, na leśnej polanie i na szczycie góry.
Za dźwięk kropel deszczu stukających o parapet, gdy można zostać w łóżku.
Za ten moment, gdy człowiek po całym dniu pracy ściąga buty i robi głośne „uff”.
Za kogoś, kto wysłucha bez oceniania
Za możliwość gadania z echem i słuchania wiatru.
Za ciepły asfalt pod bosymi stopami latem.
Za zapach książki – tej nowej i tej starej, pożółkłej.
Za pierwsze zanurzenie się w jeziorze po gorącym dniu.
Za uśmiech zupełnie obcej osoby na ulicy.
Za pociąg, który nie ma opóźnienia (bo to rzadkość, więc cieszy podwójnie).
Strasznie to oczywiste, prawda? Ale właśnie o to chodzi, by znów zaczęły cieszyć te oczywiste codzienne oczywistości. Problem w tym, że zdecydowanie za często traktujemy to, co nas otacza, jako należną nam oczywistość, a za rzadko jak dar lub przywilej.
Tak naprawdę, nie potrzebujemy nowego świata, by go lubić. Wystarczy, że spojrzymy inaczej – bardziej przychylnie na ten, który już mamy.
Być może właśnie dziś jest ten dzień, w którym odkryjemy na nowo którąś z wymienionych tu codziennych fajności. Czy stać nas na to, by znów ją przeoczyć, kolejny raz podchodząc do niej jak do czegoś, co się nam należy? Nie sądzę. Zatem... Niech się dzieje. Bo kto powiedział, że ta rewolucja dostrzegania fajności w codzienności nie może wystartować właśnie dziś?....
No właśnie :)
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)
Napisz komentarz