30 Styczeń 2026
27-10-2025 przez Iza Janaczek
Kiedyś więcej marzyliśmy, prawda? Mieliśmy więcej przestrzeni na to, by odpłynąć myślą dalej niż do kolejnego dnia czy tygodnia w pracy. Dziś każdy dzień odmierzamy ilością zrobionych zadań. I żeby nie było – nie ma nic złego w tym, że mamy kalendarze, terminarze i karteczki na lodówce.
Pytanie, czy panujemy jeszcze nad ich ilością?
Nie marzymy więc za często / wcale (niepotrzebne skreślić…) booo:
- marzenia to tylko marzenia i się nie spełniają?
- lepszy wróbel w garści (urlop w Egipcie) niż gołąb na dachu (wyprawa na Borneo)?
- tak mało jest czasu na cokolwiek, a co dopiero na coś, co się nie zdarzy?
- kto by miał siłę na takie głupoty?

A co, jeśli nie mamy racji, sądząc w ten sposób?
Bo nie mamy. Z całą pewnością.
Nie wszystkie marzenia to baśnie ze snów. Niektóre są realne, tylko my wrzucamy je do jednej nieotwieranej szuflady.
To wielkie niedopatrzenie, z uwagi na fakt, że wiele marzeń to szkice późniejszych solidnych planów. I to właśnie od nich zaczynają się rzeczy wielkie i wspaniałe. Takie, które wspominamy latami. Takie, które budują nas i pchają do przodu.
I nie, nie mówię o tym, co się nam należy.
Sen, spokój ducha czy wypoczynek. Te rzeczy wcale nie powinny być nazywane marzeniami. To codzienne dobroci, które trzeba wydobyć spod sterty obowiązków i musizmów.

Marzenia to takie fajności w opcji premium.
Warto więc wysilić wyobraźnię, żeby sobie je zwizualizować w głowie. Potem sprawdzić, na ile są realne, zamiast zwyczajowo takie niepokorne myśli wrzucać bez weryfikacji do tej osławionej nieotwieranej szuflady. Nierzadko zdarza się, że te projekty, z góry określone jako „nierealne”, przy odrobinie starań, czasu, modyfikacji i wiary, że się uda, dzieją się.
I nie, proszę nie mylić tematu z afirmacją. Nikt tu nikomu nie każe wyafirmować sobie lotu na Marsa, który się uda, tylko dlatego, że się bardzo, ale to bardzo tego chce i co rano powtarza przed lustrem: zrób to – leć! Jak to mawia klasyk, marzyć też trzeba umieć. A ja dodam nieśmiało, że warto w tych marzeniach być też odrobinę praktycznym i skromnym. O co chodzi, tak konkretnie? Konkretnie to pokorę i odrobinę indywidualizmu. Nie marzmy cudzych marzeń, ludzie, tylko dlatego, że ładnie wyglądają na Instagramie i mają dużo lajków.

Ja przyznam, że lubię sobie pomarzyć, często tak totalnie niemodnie i nieinstagramowo…
I bardzo się cieszę, że o wynikach i rezultatach tych szkiców planów nie wie zbyt wiele osób. Intymność w przeżywaniu własnego życia to mega fajna rzecz, i choć owszem, fajnie jest się podzielić z innymi tym, co się przeżywa i czego dokonuje, fajnie jest też zostawić sobie choć figowy listek prywatności. Przyznam w skrytości, że u mnie z tych listków to już całe drzewo wyszło.
Każdy żyje jak umie. I to jest bardzo w porządku, tylko pamiętajmy, że umiemy. Bo umiemy… Tylko wciąż nam to umyka. A gdy już sobie utrwalimy, że możemy myśleć nie tylko o pracy, troskach, rachunkach, zadaniach i cudzych marzeniach, zaczniemy na nowo marzyć własne.
Zatem czas (znów) zacząć marzyć. Kto wie, jakie piękne szkice planów nam z tych marzeń wyjdą.
Dzień dobry, dobrzy Ludzie :)

Napisz komentarz
Komentarze (od najnowszych)
03-11-2025 08:44:07
Znam te buty...ale kubeczek nowy
Odpowiedz
03-11-2025 08:42:43
Znam te buty, Ale kubeczek jakiś nowy..
Odpowiedz