Porozmawiajmy o śmierci

0

Porozmawiajmy o śmierci

Kiedyś zdarzyło się, że uczeń zadał pytanie Mistrzowi Zen:

– Nauczycielu, co dzieje się z człowiekiem oświeconym po śmierci?

– Nie wiem. – odpowiedział nauczyciel

– Czyż nie jesteś człowiekiem oświeconym-zapytał zawiedziony odpowiedza mistrza uczeń.

– Jestem. Ale jeszcze nie umarłem.

 

Czy odczuwamy lek przed śmiercią? A jeżeli tak to czego się boimy? Bólu, pustki, tego, że potem nie ma już nic, czy tego że właśnie jest jakieś życie po życiu, a w związku z tym co nas czeka?

Zastanówmy się nad tym w tym szczególnym czasie listopadowej zadumy bo chociaż śmierć jest jednym z niewielu w naszym życiu pewników, to na jej temat rozmawiać nam trudno i unikamy takich rozmów z zabobonnym lekiem, jakby już sam fakt że ktoś zaczyna mówić o swojej śmierci, na przykład w kontekście tego jak ma wyglądać ceremonia pogrzebowa, mógł sprowadzić na rozmówcę nagły zgon.

Takie właśnie unikające tematu podejście do kwestii śmierci mamy współcześnie. Nasi przodkowie, pisali listy pożegnalne do bliskich, planowali w co mają być ubrani do trumny(wówczas gdy byli nadal w pełni zdrowi i sprawni), dawali wskazówki jak ma wyglądać stypa, obowiązkowo organizowana po pogrzebie, podchodzili do sprawy umierania jak do kolejnego etapu w życiu.

Współcześnie unikając tematu śmierci za wszelka cenę staramy się uchronić przed nim również nasze dzieci. Jeszcze do niedawna przygotowanie zmarłych np. dziadków czy rodziców, na ostatnią drogę, spoczywało na barkach dzieci i wnucząt. Dziś ciało osoby zmarłej jest zabierane do zakładu pogrzebowego niezwłocznie po zgonie i przygotowaniami do pochówku zajmują się profesjonaliści. Każdy z nas ma zapewne wśród znajomych ludzi, którzy dotychczas nie widzieli ciała zmarłego. Dzieci nie są zabierane na pogrzeby nawet bliskich krewnych. A przecież, pomimo, że ogromną część naszego życia spędzamy na odganianiu myśli o śmierci, to jednak bez akceptacji śmierci, która jest ostatnim opuszczeniem kurtyny w teatrze naszego życia, nie jesteśmy w pełni autentyczni, a śmierć definiuje wszystkie istoty żywe.

Chociaż tak trudno się nam z tymi informacjami konfrontować to jednocześnie nie umiemy przejść obok nich obojętnie i niewątpliwie brakuje w naszej codzienności takiej łagodnej opowieści o śmierci, traktującej umieranie ze spokojem i szacunkiem dla nieuchronności.

W ostatnich latach COVID wstrząsnął mocno nami wszystkimi. Nagle uruchomił świadomość tego, że można umrzeć nie tylko w wyniku wypadku czy ciężkiej przewlekłej choroby ale także zarażając się podczas zakupów czy wychodząc do pracy. Ogarnął nas obezwładniający lęk, a codziennie podawane statystyki zgonów, uświadamiające wszystkim, także dzieciom, że śmierć może przyjść w każdej chwili, tylko go podsycały. Zaczęliśmy dostrzegać śmierć i żałobę jako wspólnota i poniekąd wróciliśmy do tego świata, w którym śmierć miała swoje miejsce i w którym dawało się o niej mówić w sposób oczywisty i chociaż nie sposób mówić że umieranie jest dobre to czas zrozumieć, że każdy kto się urodził umrze, bez względu na to jak mocno chce żyć i jak bardzo sprytnie udaje mu się o śmierci nie rozmawiać.

Śmierć jest procesem zarówno dla tego kto odchodzi jak i dla tych, których śmierć okrywa żałobą smutku. Ten proces był prze dekady poddawany analiza socjologów, filozofów i etyków. W roku 1969 Elizabeth Kubler Ross opublikowała wyniki badań i obserwacji klinicznych, na podstawie których stworzyła model procesu umierania. Twierdziła ona mianowicie, że osoba umierająca świadomie, w miarę jak jej stan się pogarsza, przechodzi przez 5 etapów. Są to kolejno: zaprzeczenie, gniew, negocjacja (swoiste targowanie się  z niemocą) depresja, akceptacja. Jej teoria choć nie potwierdzona dalszymi badaniami, stała się istotnym przyczynkiem do wypracowania humanitarnego modelu opieki nad ludźmi umierającymi. Był to także bodziec do podjęcia badań nad specyficznym typem interakcji otoczenia z osoba umierającą. Ten swoisty problem pojawił się także w kontekście informowania pacjenta, przez personel medyczny o nieuleczalnej chorobie.

Filozofowie i psycholodzy wespół z medykami opisali proces umierania, jednak nie została stworzona jednoznaczna definicja pozwalająca doprecyzować kryteria w jakim momencie pacjent jest jeszcze chory, a w jakim już umierający.

Podstawową sprawą, jest uznanie, że życie się kończy. W umieraniu często jest wiele bólu i bezsensu i strasznego cierpienia tych którzy odchodzą i tych którzy zostają. Czy potrafimy zmierzyć się z żałobą? W polskiej tradycji żałoba trwa prze rok. Nasi przodkowie dawali sobie ten rok na przepracowanie braku, na pożegnanie, na opłakanie. To cały cykl świąt, urodzin, wakacji, wspólnego bycia, które się skończyło. Dzisiaj nie oczekuje się już od najbliższych osoby zmarłej, że ubrani w czarne szaty wyłączą się na rok z życia towarzyskiego. Radzimy sobie z odejściem bliskich każdy na swój sposób. Jedni wspominając, odwiedzając miejsce ostatniego spoczynku, celebrując ból…inni zagłuszją stratę wynajdując sobie coraz to nowe aktywności żeby móc przestać myśleć, że jak pisała Wisława Szymborska „ Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma”.

Badacze twierdzą, że w tym procesie ogromne znaczenie ma zwrócenie się ku systemowi wartości, skupienie się na nim, odpowiedzenie na pytanie: co jest dla mnie ważne. Nie ma powodu żeby się śpieszyć i za wszelką cenę „zacząć żyć dalej”. Dajmy sobie tyle czasu ile potrzebujemy i nauczmy się rozumieć proces odchodzenia nie jako kryzys ale jako etap.

Wielu psychoterapeutów pracujących z osobami w żałobie, pokazuje pacjentowi, że nie musi zamykać żałoby, a jedynie zmienić perspektywę jej odczuwania, zaś czasami traumatyczne przeżycie jest pretekstem do zajęcia się sobą, do dania sobie przestrzeni na akceptację własnych emocji.

Poczucie straty chociaż niesie ze sobą ból, jest wpisane w życie każdego kto buduje relacje z rodziną czy przyjaciółmi. Niestety dla niektórych są to przeżycia, które ich nieodwracalnie niszczą i nie pomaga ani rozmowa z bliskimi, ani spotkanie z psychoterapeutą. Strata kogoś bliskiego jest dla nich jak mur, do którego dochodzą i nie mają sił ani na to  aby go przebić, ani aby go ominąć i iść do przodu.

Początek listopada, to czas kiedy cmentarze zapełniają się. Odwiedzamy groby tych, którzy byli dla nas ważni. Płonące znicze nastrajają nostalgicznie i pokazują, że pamiętamy i myślimy o tych, których już nie ma. Wspominamy, myślimy, tęsknimy…

Pozostałe nowości