Autor: Dorota Minta

 

W dzieciństwie mieszkałam blisko lotniska sportowego i uwielbiałam obserwować krążące szybowce i wielkie czasze spadochronów. Czasami obserwowałam jak skoczkowie dbają o swój sprzęt, starannie składają spadochron i linki, jak wszystko dokładnie sprawdzają.
Pamiętam roześmianych, pełnych pasji ludzi, którzy opowiadali, jak fantastycznie jest patrzeć na ziemię z wysokości kilku tysięcy metrów. Sama nigdy nie odważyłam się skoczyć, ale jeszcze wszystko przede mną. Skok spadochronowy był prezentem na osiemnastkę
dla Szymona Schmidta z Poznania, młodego stomika.

Szymon imponuje mi codzienną odwagą. Głośno mówi, że ma stomię, potrafi upominać się o swoje prawa w rozmowie z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, nurkować. A teraz postanowił skoczyć ze spadochronem. Mówi, że to nie koniec realizacji marzeń i nie koniec
pokonywania barier. W kolejce już czeka paralotnia.

Szymon skakał w tandemie. To najprostszy i najbezpieczniejszy sposób, żeby sprawdzić, jak niesamowitym przeżyciem jest skok ze spadochronem. Był połączony z doświadczonym instruktorem i szybowali na wspólnym spadochronie. To właśnie instruktor odpowiada
za bezpieczeństwo całości, sprawdzał sprzęt i warunki pogodowe (na szczęście przyszła już wiosna!). Jak opowiadał nam Maciej Nowowiejski-Brożko ze szkoły spadochron.pl skakać może w zasadzie każdy. Jedynymi przeciwskazaniami są poważne choroby serca
i układu nerwowego oraz waga powyżej 100 kilogramów.

Nie ma też ograniczeń wiekowych. W swojej karierze pilota tandemowego skakał nawet z ośmioletnimi dziećmi i z osobami z porażeniem czterokończynowym! Każdy przed skokiem przechodzi krótki instruktaż na temat tego, jak ma się zachowywać w czasie całego
lotu. A potem trzeba już tylko polecieć w górę i skoczyć!

Przed skokiem warto pamiętać też o ciepłym ubraniu, bo na wysokości czterech tysięcy metrów (tam rozpoczyna się skok) nawet latem temperatura waha się około 0 stopni Celsjusza. Potrzebne są wygodne buty, żeby spokojnie wylądować. Każdy instruktor, czyli
pilot tandemowy, przechodzi natomiast systematycznie badania lekarskie u lekarza medycyny lotniczej. To dzięki temu każdy, kto odważy się na skok jest całkowicie bezpieczny.

Kiedy zapytałam kilka osób, co czuły skacząc ze spadochronem, usłyszałam bardzo różne rzeczy. Były opowieści o zachwycającym pięknie ziemi, o niewyobrażalnej dawce emocji, o doskonałej zabawie, ale też o poczuciu mocy po przekroczeniu granic własnej wyobraźni.
O to samo zapytałam Szymona. O to skąd u niego pomysł i na nurkowanie i na spadochron? „Nurkowanie w sumie było spontaniczne. Byliśmy na wakacjach, patrzyłem jak robią to inni i bardzo chciałem spróbować. Tamtejszy instruktor mi zabronił, ale z Waszą
pomocą (fundacji STOMALife) znaleźliśmy właściwych ludzi. I się udało, mam zaliczony pierwszy poziom kursu nurkowego. A skok ze spadochronem? W sumie zawsze lubiłem adrenalinę i jakoś w głowie pojawił się pomysł na skok. Następna będzie paralotnia.
Fantastyczne było to, co czułem w czasie lotu. Ogromna adrenalina i wielka ekscytacja. To było niesamowite wrażenie i polecam każdemu. Kiedy wylądowałem, czułem jak wali mi serce, a puls czułem niemal na całym ciele. I smutek, że nie mogę od razu
skoczyć jeszcze raz. Ale teraz mam cel, chcę zaoszczędzić i zrobić kurs spadochronowy, żeby skakać samodzielnie”. Szymon śmieje się, że jego znajomi mówią o nim, że „delikatnie mówiąc jest stuknięty” i czekają na kolejne jego pomysły.

Życie często stawia przed nami bariery, pozornie nie do pokonania. Czasami brakuje nam sił, żeby je pokonać, żeby wziąć się za barki z tym, co przynosi nam los. W takich momentach czasami warto zrobić coś pozornie niemożliwego, coś co dostarczy nam takie
emocje, że później codzienność wyda się nudna i łatwa do opanowania. Życie ze stomią? Opowiedzenie o niej znajomym? Zmaganie się z chorobą? Mogą się stać z dnia na dzień czymś mniej ważnym, jeżeli damy sobie zgodę na spełnianie marzeń i pokonywanie
barier. I nie ma znaczenia, czy będzie to skok ze spadochronem, samotne zdobycie kilkutysięczników, mozolne ćwiczenia dające w efekcie doskonałą sylwetkę atlety albo publikacja własnych wierszy, czy samba na parkiecie. Taka postawa daje wolność i
uniezależnia nas od choroby, niepełnosprawności czy słabości. Dlatego sekunduję każdemu, kto nie boi się walczyć o swoją niezależność i siłę w dążeniu do realizacji celów.