Zabawy inspirowane baśniami

Tekst: Dorota Marta Pędzieszczak

 

Zabawa jest bardzo ważnym elementem rozwoju naszych dzieci. Niestety, wiele z nich zatraciło umiejętność spontanicznej zabawy. „Nudzimy się”. „Nie wiemy, co robić”. „To w co mamy się bawić?” – pytają często. Dlaczego tak się dzieje?

Związane jest to między innymi z tym, że w dzisiejszych czasach nacisk położony jest głównie na ich rozwój intelektualny. W obawie o przyszłość swoich milusińskich i po to, by zapewnić im dobry życiowy start – dorośli posyłają je na różne zajęcia dodatkowe, kupują głównie zabawki edukacyjne: układanki, gry, puzzle itp. Dużo też czasu spędzają nasze dzieci przy komputerach, oglądają telewizję itp.

Gdzieś mniej więcej około czwartego roku życia budzi się w dziecku zdolność do fantazjowania. Daje ona podłoże kreatywnemu myśleniu i działaniu na kolejnych etapach jego rozwoju. Niektórych dorosłych niepokoi wybujała fantazja ich latorośli. „Nie fantazjuj!” – słyszy dziecko i myśli, że robi coś złego. I albo tłumi w sobie tę skłonność, albo nie przyznaje się przed dorosłymi do swojego światka fantazji.

Niepokoimy się, jeśli zauważamy, że dziecko ucieka w te swoje fantazje i tym samym odrywa się od rzeczywistości. Obawiamy się wtedy o jego zdrowie psychiczne. Taka postawa dorosłego wynika z niezrozumienia etapów rozwoju. Możemy wyrządzić dzieciom szkodę, właśnie próbując stłumić w nich potrzebę fantazjowania.

Jeśli chcemy, aby nasze dzieci były w przyszłości twórcze – pomagajmy im dziś rozwijać fantazję. Jak? Stwarzając odpowiednie ku temu warunki. Mam na myśli inspirujące urządzenie pokoju dziecinnego, dostarczanie dzieciom odpowiednich materiałów plastycznych, inspirowanie ich własnym przykładem, np. poprzez włączanie się czasem do ich zabawy, a także ‒ opowiadanie im baśni, które mogłyby być inspiracją do późniejszej aktywności.

Tradycyjne baśnie ludowe, które ja szczególnie polecam, są odpowiednią lekturą dla dzieci od czwartego roku życia, bo właśnie zaspokajają ich potrzebę fantazjowania, przemawiają do nich w języku symboli. Dlatego dzieci je tak bardzo lubią.

Często bywa, że dziecko domaga się wręcz, by czytać mu wciąż i wciąż tę samą baśń. Dopiero gdy się poczuje nią nasycone – staje się gotowe, by wysłuchać innej. Czemu tak się dzieje? Być może ta baśń, oddziałując na podświadomość dziecka, pomaga mu – jak sugerują niektórzy terapeuci – w rozwiązaniu jego problemów?

Współczesne opowiadania dla dzieci przedszkolnych i wczesnoszkolnych mają przeważnie charakter edukacyjny lub służą po prostu rozrywce. Mało jest wśród tych książeczek takich, które pisane były z nastawieniem na pomaganie dzieciom w ich rozwoju emocjonalnym i duchowym. Chociaż oczywiście i takie perełki się zdarzają, np. opowieści powszechnie nazywane bajkami terapeutycznymi.

Tradycyjne baśnie ludowe są – jak już wspomniałam – utworami symbolicznymi. Jest w nich zatem fabuła oraz symboliczny podtekst. Najbardziej znane są baśnie zebrane przez braci Grimm.

W zamierzchłych czasach ludzie za pomocą intuicyjnych, baśniowych obrazów próbowali – jak twierdzą niektórzy badacze baśni i terapeuci – „wytłumaczyć” sobie reguły życia. I robili to podświadomie.

Utwory te od dawna wykorzystywane są w niektórych nurtach psychoterapii. Możliwości ich interpretacji jest tyle, ilu odbiorców. Jednakże pewne symbole, co zauważyli badacze, powtarzają się w różnych baśniach i są używane w podobnych kontekstach. Na przykład dobra matka, która przeważnie umiera, i pojawiająca się zła macocha: często w wyobraźni dojrzewającej dziewczynki jej dobra mama staje się „złą macochą”. Olbrzymy z baśni, z kolei, to mogą być dorośli w oczach dziecka. Czasami są niebezpieczne: zagrażają jego tożsamości. Pokonać je można tylko sprytem. Góry – to problemy, z którymi mamy się uporać. Człowiek w skórze zwierzęcej ‒ to istota nas samych, którą możemy odkryć tylko wtedy, gdy odrzucimy wszystko, co nie jest nami, tę ograniczającą nas „zwierzęcą skórę”; skóra ta może też symbolizować odrzucaną seksualność (np. królewna-żaba) itd., itp. Osoby zainteresowane możliwościami interpretacji baśniowej symboliki odsyłam do lektur, między innymi tych, które podaję na końcu tego artykułu.

Czy interpretować baśnie dzieciom? Nie. Ponieważ nie wiemy do końca, co dziecko z baśni czerpie dla siebie. Interpretując – narzucamy swój odbiór. Czar baśni może prysnąć i nie zadziała ona wtedy na dziecko tak, jak mogłaby bez naszych wyjaśnień.

A gdy dzieci pytają? Można powiedzieć: „Nie wiem. A ty jak czujesz, myślisz?”. Na pytania dziecka reagujemy więc – pytaniami, pomagając mu w ten sposób rozwiać jego lęki i odkryć w baśni to, co jest istotne dla niego.

Prowadziłam swego czasu zajęcia z improwizacji teatralnych dla dzieci w wieku 6-10 lat. Najpierw opowiadałam im baśń, potem bawiliśmy się wokół jej treści, improwizowaliśmy. Jedną baśń odgrywaliśmy tak przez dwa, trzy kolejne zajęcia. A czasem nawet i dłużej, jeśli dzieci zgłaszały taką potrzebę. Dzięki temu dzieci miały możność wcielania się w różne postaci: i te negatywne, i te pozytywne. Prawie wszystkie miały potrzebę poczuć się w różnych rolach: raz być złą czarownicą, innym razem – dobrą królewną. Chciały, będąc w roli, poczuć się i dobre, i złe. Wiedziały, że to tylko zabawa. Często zaczynały spontanicznie parodiować negatywne postaci, przedstawiać je w sposób karykaturalny, najwyraźniej potrzebowały zdystansować się: „ja nie jestem tą złą, ja tylko ją gram”.

Zachęcam was do takiej zabawy z waszymi dziećmi. To jest absolutnie do zrealizowania w warunkach domowych. Do zbudowania ‒ wspólnie z dziećmi ‒ symbolicznej sceny wystarczy wyobraźnia oraz sprzęt zgromadzony w pokoju (krzesła, stół itp.), a także szaliki, chusty i inne tkaniny. Nasze przebrania też mogą być symboliczne, według naszej inwencji twórczej.

Zachęcam też do tworzenia wraz z dziećmi symbolicznych, improwizowanych teatrzyków stolikowych, które bardzo rozbudzają dziecięcą fantazję. Ja lubiłam wykorzystywać do nich materiał roślinny, na przykład: koziołkami były u mnie rozwidlone patyczki, jeżem – szyszka, smokiem – powyginany korzeń itp.

Dobrze jest, gdy scenę do takich teatrzyków budujemy na oczach dzieci – obserwują nas i potem naśladują w swoich zabawach.

Wysuwałam jeden ze stolików na środek sali i prosiłam przedszkolaki, by przyniosły krzesełka i usiadły, jak w prawdziwym teatrze. A gdy już zajęły swoje miejsca, zaczynałam na ich oczach budować scenografię. Brałam, na przykład, drewniane klocki, ustawiałam jeden na drugim, przykrywałam je kolorowymi płachetkami: „To są góry” ‒ mówiłam. A u podnóża „gór” rozkładałam zielony materiał: „To jest łąka”. A na „łące” stawiałam domek z drewnianych klocków albo z kamyków, lub z kawałków kory. Inna, niebieska szmatka zamieniała się w rzeczkę, patyczek zaś stawał się mosteczkiem itd., itd.

Improwizacje teatralne i teatrzyki stolikowe inspirują dzieci do samodzielnej twórczej zabawy, uczą, jak się bawić z fantazją. Obecnie nasze dzieci większość czasu spędzają w domu, sprawmy, aby nie był to czas spędzony głównie przed telewizorem, czy też komputerem. Poświęćcie, proszę, choć godzinę dziennie na zabawę ze swoim dzieckiem, zainspirujcie je do samodzielnej aktywności.

Ogromną satysfakcję sprawiało mi, gdy widziałam, jak dzieci, naśladując naszą wspólną improwizowaną zabawę – bawiły się już same w „teatr”. Przebierały się i tworzyły scenki lub organizowały teatrzyki stolikowe, niekoniecznie już związane z treścią opowiadanych przeze mnie baśni. Rozwijały fantazję i wyobraźnię. Odgrywały różne postaci, uczyły się ról społecznych i relacji, rozwijały emocjonalnie oraz ‒ odreagowywały stresy.

Polecane lektury:

Bruno Bettelheim, Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni

Cordula Pertler, Reinhold Pertler Baśnie w przedszkolu

Jadwiga Wais, Ścieżki baśni