5 etapów radzenia sobie z chorobą

Cze 202015

Choć historii ludzkiego życia nigdy nie da się przyrównać do prostego schematu, posiłkując się wieloletnią obserwacją jesteśmy w stanie znaleźć pewne punkty wspólne, które pojawiają się w nas na skutek różnych działań. Tak samo jak tożsamym dla ludzi jest reagować na stratę bliskiej osoby w sposób bardzo zbliżony, tak i utrata zdrowia oraz próba ułożenia sobie życia po diagnozie bardzo często przebiega w podobny sposób. Dzieje się tak ponieważ ludzki układ emocjonalny jest zbudowany dla każdego w ten sam sposób, a procesy, których doświadczamy często są do siebie bardzo podobne. Oczywiście w każdym, nawet najczęściej powtarzającym się systemie reagowania znajdziemy wyjątki, czyli osoby, których przeżycia emocjonalne układają się w zupełnie innym kierunku. Czasami świadczy to o zwykłym odstępstwie od normy, w innych może być nawet nieumyślnym zahamowaniem ważnego procesu. Musimy bowiem pamiętać, że to właśnie ten proces składający się z poszczególnych etapów pozwala nam zaakceptować chorobę. Właściwe zrozumienie przemian, które na skutek diagnozy w nas zachodzą pozwoli uświadomić nam, że mamy prawo do emocji, których doświadczamy. Co więcej owe emocje prowadzą nas drogą ku akceptacji choroby.

Od dziesiątek lat lekarze, psychiatrzy oraz terapeuci zastanawiali się w jaki sposób pomóc pacjentom terminalnym, czyli osobom, których choroba nieuchronnie prowadzi do śmierci. Na skutek chęci ulżenia w cierpieniu powstało wiele modeli, które opisując etapy radzenia sobie z wieścią o chorobie ostatecznej, miały pomóc w właściwym towarzyszeniu pacjentowi. Z czasem zrozumiano, że stworzonymi modelami można się posłużyć wszędzie tam, gdzie doświadczamy pewnego rodzaju straty – zarówno gdy jest to rychła utrata własnego życia, śmierć osoby bliskiej, jak i – idąc dalej – utrata zdrowia, pracy, ważnego związku. Wszędzie tam, gdzie możemy mówić o ogromnej stracie, gdzie nie możemy pogodzić się z czymś co bezpowrotnie utraciliśmy możemy mówić o swego rodzaju żałobie – za życiem, osobą bliską, sprawnością, integralnością ciała. A tam, gdzie pojawia się żałoba występuje mieszanina stworzona z ogromnej ilości emocji. Emocje pojawiają się bardzo często w podobnej, właściwiej dla ludzi kolejności. Oczywiście poszczególne etapy mogą się przenikać, mieszać między sobą oraz występować w trochę innej kolejności. Jednak dla większości ludzi radzenie sobie ze stratą przebiega w bardzo określonym kierunku. Dzieje się tak również wielokrotnie w przypadku pacjentów stomijnych – zarówno gdy usłyszmy diagnozę, która pcha nas w stronę operacji wyłonienia, jak i gdy budzimy się już po zabiegu często nie będąc do niego należycie przygotowanym przeżywamy podobne emocje oraz doświadczamy zbliżonych do siebie stanów. Ich poznanie pozwoli nam zarówno łatwiej przejść pierwszy okres, jak i uzmysłowi nam, że to co czujemy jest nie tylko trudne, ale również i potrzebne.

Etap pierwszy: zaprzeczenie i izolacja

Zakładając nawet najgorszy scenariusz w momencie, w którym przychodzi do końcowej diagnozy często nie możemy uwierzyć w to co właśnie usłyszeliśmy. Próbujemy zmienić lekarza, chcemy powtórzyć badania, zastanawiamy się czy nie doszło do pomyłki. Bronimy się przed pierwszą diagnozą, pomimo, że często zdajemy sobie gdzieś w środku sprawę, że jest ona właściwa. Swego rodzaju postawa lękliwego zaprzeczania najczęściej występuje u tych pacjentów, którzy zostali przedwcześnie poinformowani o diagnozie. Nie byli na nią przygotowani, bo przekazał im ją ktoś w biegu lub osoba, do której nie mieli zaufania. Od razu nasuwa się tutaj wniosek jak ważny jest moment samego przekazania informacji o chorobie. Chociaż – jak pokazuje praktyka – bez względu na czas i sposób rozmowy pacjenta z lekarzem samo zaprzeczenie chociażby w częściowej formie występuje praktycznie u wszystkich pacjentów i to nie tylko na etapie diagnozy, ale również później. Ten prosty mechanizm negacji daje nam czas na wewnętrzne przepracowanie, zmobilizowanie oraz przystosowanie się do nowej rzeczywistości, w którą właśnie wkroczyliśmy. Jest to forma tymczasowej obrony, którą z czasem zastępuje pogodzenie się z chorobą.

Etap drugi: gniew

Kiedy nie możemy już dłużej zaprzeczać rzeczywistości zaczynamy sobie zdawać sprawę z realności wydarzeń. Gdy w końcu utwierdzamy się w przekonaniu, że nie nastąpiła żadna pomyłka, a diagnoza jest prawdziwa przychodzi do nas… gniew. Logicznym następstwem wydarzeń jest stawiane tak często pytanie „Dlaczego właśnie ja?”. A w odpowiedzi na nie pojawia się wściekłość, zazdrość oraz rozżalenie. Odczuwany przez nas gniew skierowany jest w różnych kierunkach, często bardzo przypadkowych. Jego źródłem jest przedwczesne przerwanie naszych planów, przekreślenie naszych marzeń i dążeń przez chorobę, która uniemożliwia nam realizację tego co budowaliśmy w swoim życiu, tego co planowaliśmy osiągnąć. Punktem zapalnym osoby w tym stadium może być absolutnie wszystko: rodzina, pielęgniarki, lekarze, wesoła komedia, wieczorne wydanie wiadomości. To co bardzo ważne z punktu widzenia otoczenia to to, aby owemu gniewowi się nie poddawać. Empatyczne reagowanie na potrzeby i wybuchy osoby przechodzącej przez ten etap pozwoli go skrócić i w odpowiedni sposób przepracować, co pozwoli powrócić do równowagi emocjonalnej. Chory, który doświadczy szacunku i zrozumienia do odczuwanych emocji o wiele szybciej nauczy się poradzić sobie z tym nowym stanem. Zbytnie reagowanie, wdawanie się w niepotrzebne dyskusje lub karanie pacjenta (np. przez unikanie odwiedzin) tylko zaogni odczuwane emocje.

Etap trzeci: targowanie się z losem

Kolejnym stadium radzenia sobie z wiadomością o chorobie jest etap nazwany targowaniem. Faza ta występuje najczęściej u pacjentów, którzy doświadczają poczucia winy, ponieważ wydaje im się, że choroba jest karą za ich życie. Gdy doświadczamy tego etapu bunt i depresja przeplatają się ze sobą nawzajem. Próbujemy wytargować się z losem o jeszcze trochę czasu przed operacją czy przed śmiercią. Składamy obietnice próbując wymusić na Bogu/losie/rzeczywistości osiągnięcie jeszcze choćby malutkiej rzeczy, na której nam zależy. Jako że ten etap nie dotyka wszystkich chorych, a opiera się na odczuwanym poczuciu winy należy być bardzo wyczulonym na pojawienie się takich emocji. Często warto skonsultować je z psychologiem, który pomoże w przepracowaniu destrukcyjnego myślenia.

Etap czwarty: depresja

Kiedy poważnie chory pacjent musi ponownie pójść do szpitala, kiedy decyzja o operacji staje się nieunikniona, a doświadczany ból lub dyskomfort jest coraz większy gniew ustępuje zupełnie innemu uczuciu – poczuciu olbrzymiej straty wywołującej beznadzieję oraz rozpacz. To moment, w którym kobieta na myśl o mastektomii przestaje się czuć kobietą. Mężczyzna po amputacji nogi traci przekonanie o swojej wartości i męskości. Osoba po wyłonieniu stomii jest przekonana, że wstyd spowodowany posiadaniem worka będzie jej towarzyszył już zawsze. Choroba, operacja lub – w zależności od interpretacji – nawet sam lekarz bezpowrotnie nam coś zabiera. A owa utrata integralności cielesnej jest jedną z wielu strat jakich doświadczymy z powodu choroby. To nie jest tak, że pacjenci nie chcą rozpocząć nowego życia. Najpierw wpadają w głęboką rozpacz nad tym co właśnie utracili: sprawność, nienaruszalność ciała, autonomię, samodzielność. W kolejnym etapie uświadamiają sobie jak bardzo zmieni się ich przyszłość. Dopiero po doświadczeniu bólu, który swoje źródło ma w poczuciu olbrzymiej straty mogą ruszyć dalej. Dla wielu pacjentów ten moment jest najdłuższą i najcięższą z faz. To tutaj obecne jest uczucie beznadziei, rozpaczy, psychicznego bólu, który czasami przez długi czas nie jest możliwy do ukojenia. Często automatyczną reakcją bliskich na ten stan osób chorych jest chęć przedstawienia dalszego życia w pozytywnych barwach. I choć jest to bardzo ważne zadanie, nie mnie istotne jest wysłuchanie oraz pozwolenie na wyrażenie żalu, ponieważ tylko w taki sposób możliwe jest pogodzenie się z nową rzeczywistością.

Etap piąty: Akceptacja

Po długiej drodze jaką wyznaczają nam nasze emocje w końcu dochodzimy do ostatniego etapu: akceptacji. Nie należy mylnie łączyć go ze zniknięciem smutku, gniewu czy żalu za tym co straciliśmy. Jest to bardziej moment, w którym przyjmujemy sytuację z właściwym dla nas spokojem oraz zrozumieniem. Jest to swego rodzaju adaptacja do nowych warunków, pogodzenie się z chorobą oraz przyjmowanie tego co mamy jako naturalne i niezmienne. Oczywiście niezależnie od spokoju, którego doświadczamy nadal emocje z poprzednich etapów mogą się w nas pojawiać, jednak mamy nad nimi pewną kontrolę. To dopiero w tym momencie jesteśmy w stanie realnie ocenić sytuację oraz zrozumieć jakie konsekwencje wiążą się z przebytą operacją lub uzyskaną diagnozą. To dopiero ten etap pozwala nam sobie odpowiedzieć na pytanie „Jak teraz będzie wyglądało moje życie?”.

Choć emocje, których doświadczamy w kolejnych fazach są właściwe i potrzebne należy pamiętać, że doświadczenie ciężkiej choroby jest sytuacją bardzo trudną, która nierzadko wymaga odpowiedniego rodzaju wsparcia. Wiele wspomnianych emocji trwa przez cały okres choroby, a czasami utrzymują się one także po powrocie do zdrowia. W szczególnych przypadkach pewne z nich mogą w ogóle nie wystąpić. Nasz stan w dużej mierze uzależniony jest nie tylko od diagnozy, ale także własnych predyspozycji, wcześniejszych doświadczeń oraz wsparcia, które mamy na co dzień. Pamiętajmy, że jeśli czujemy, że to co przeżywamy jest dla nas ciężarem nie do udźwignięcia zawsze warto zwrócić się o pomoc – zarówno do naszych bliskich jak i do profesjonalistów.

Zuzanna Kawczyńska

 


Bibliografia:

  1. Kubler-Ross. „Rozmowy o śmierci i umieraniu”, Poznań 1998
  2. Krakowiak. „Zdążyć przed prawdą. O sztuce komunikacji w hospicjum”, Gdańsk 2009
  3. Stemplewska-Żakowicz. „Diagnoza psychologiczna”, Gdańsk 2016
Znajdź nas na
Znajdź nas na
Znajdź nas na